03.10.2017 we wtorek odbyła się rocznica Czarnego Protestu z poniedziałku 03.10.2016 roku. Hasło – rocznica czarnego poniedziałku jest we wtorek – brzmi zabawnie, ale to chyba za słaby powód do protestu. Dlatego w Sączu pojawiło się zaledwie kilkadziesiąt osób.

Nie wątpię, że świeżo „przebudzone” działaczki społeczne miały sporo funu, ale mobilizowanie zazwyczaj biernych obywateli do moknięcia w deszczu dla sentymentów, było moim zdaniem bez sensu.

Pytanie brzmi – po co?

Może przy okazji protestu odbyła się zatem celebracja zbiórki podpisów pod projektem liberalizacji prawa antyaborcyjnego, edukacji i ochrony zdrowia przygotowanego przez Ratujmy Kobiety? Nie do końca… Zbiórka kończy się oficjalnie 10.10.2017. Wymagana ilość 100 tysięcy podpisów już dawno została zebrana, a dalsza zbiórka sama w sobie jest manifestacją, ale szerokiego obywatelskiego poparcia. 

Może była to manifestacja spowodowana pojawieniem się w sejmie projektu kolejnej ustawy, która odbiera kobietom wolność decydowania, pozbawia pomocy medycznej lub ogłupia seksualnie młode pokolenie? Podobno minister zdrowia Radziwiłł chciał uwalić możliwość finansowania in vitro przez samorządy, poprzez karanie gmin za dofinansowania zabiegów medycznych, które otrzymały negatywną opinię Agencji Ochrony Technologii Medycznych i Taryfikacji. Oko Press donosi jednak, że nie metoda jaką jest in vitro, a leczenie niepłodności tajemniczą naprotechnologią wspieraną przez fundamentalistów katolickich, otrzymało takie negatywne opinie.

Media codziennie bombardują nas rewelacjami w postaci wpływu ,,polskich krzyżowców” na podręczniki szkolne. Najczęściej jednak przytaczają bulwersujące wypowiedzi ,,kontrowersyjnych” posłów i opisy pojedynczych historii odmowy aborcji w legalnym przypadku lub sprzedania antykoncepcji w aptece. Na początek października pod głosowanie nie trafił jednak żaden projekt.

Czy ludzie podtrzymywani w nieustannej gotowości bez specjalnej okazji, wyjdą tłumnie gdy sytuacja będzie tego wymagała?

To pytanie, które powinno przyświecać każdej analizie decyzji dotyczącej organizowania protestów. Ludzie przyzwyczajają się do ograniczania swoich praw licząc, że skutki potencjalnych zagrożeń ich właśnie nie dotkną, że jakoś to będzie.

Być może dla ludzi ,,od zawsze” w partii, społeczników i publicystki z Warszawy, takie wychodzenie na ulicę to nieomal nawyk i bułka z masłem. Dla wielu dotąd nieaktywnych Polek i Polaków jest to jednak spore poświęcenie, coś wyjątkowego. Niczym prawdziwe święto demokracji, którego nie odczuwają przy urnach w trakcie głosowania na ,,mniejsze zło”.

Pierwsza mobilizacja wskrzesiła dumę, dała poczucie sprawstwa, wpływu na rzeczywistość, może nawet wiarę w sens działania, której nie było od lat 90-tych. Powinno się do tego podchodzić ostrożnie i z szacunkiem. Bardzo często raz zrażeni ludzie nigdy już nie wracają.

Nie ma powodów do protestów?

Ależ są! I dlatego umiarkowanie w ich organizowaniu jest takie ważne. Siedzimy na tykającej bombie fanatyków religijnych z wpływem na władzę. To nie są ludzie, wzruszeni potencjalnym cierpieniem rozwijającego się układu nerwowego, płaczącym dzieckiem poczętym. Dają wiele dowodów tego, że realne życie mają w głębokim poważaniu. Szczególnie to narodzonych dziewczynek i kobiet. Więcej w tych parareligijnych organizacjach sadystek i sadystów niż osób wrażliwych społecznie.

,,Pro lajfersi” rodem z Ordo Iuris nie są też lekko nawiedzonymi i spontanicznie zorganizowanymi członkami katolickiej Oazy czy różańcowego kółka. Te organizacje funkcjonują w większości państw Europejskich, Azjatyckich i w Stanach Zjednoczonych. Współpracują ze sobą mniej lub bardziej formalnie np. oferując używane w mediach argumenty i strategie działania a przede wszystkim pieniądze. Także międzyreligijnie, bo w ramach działań zmierzających do odebrania praw kobietom oraz mniejszością seksualnym wspierają się przedstawiciele wszystkich religii tzw. księgi, czyli np. katolicy, protestantki, prawosławni, Żydzi i muzułmanki.

Ciekawy artykuł na ten temat znajduje się na stronie Krytyki Politycznej. Nie tak dawno Tomasz Piątek ujawnił powiązania Ordo Iuris z brazylijską sektą, a Oko Press ich wysokie wpływy finansowe nieujawnionego pochodzenia.

Celem tego typu organizacji jest cofnięcie rewolucji seksualnej, czyli odebranie kobietom praw reprodukcyjnych, potem majątkowych i wyborczych. Ostateczne podporządkowanie ich życia autorytarnej władzy męża i ojca, który to zależy ściśle od miejsca w hierarchicznym stadzie innych facetów.

Powrót do stanu uznawanego przez tych ludzi za ,,normalny” i ,,tradycyjny”, nie jest oczywiście możliwy z dnia na dzień. Mogłoby się udać tylko przez stopniowe wprowadzanie do debaty konkretnych argumentów, ograniczanie praw i przyzwyczajanie społeczeństwa do takiego stanu.

Organizacje takie jak Ordo Iuris w Polsce są stosunkowo krótko, ale na świecie mają kilkadziesiąt lat historii. Nie ma takiej szansy, żeby wycofały się i zniknęły. W sytuacji prawa uzależnionego od konserwatywnego poparcia rządu PiS, „środowiska prolajf” nie mają innego wyjścia jak tylko cisnąć do oporu ustawy podporządkowane swojej wizji świata.

W gotowości. Nie na ulicach

Jedna z działaczek OSK, zauważa, że za kilka dni wszystkie te podpisy trafią nieuchronnie do sejmowej niszczarki. Projekt zostanie odrzucony. Wtedy będzie okazja do protestów, do tego, żeby wyrazić oburzenie. Jedna z wielu przyszłych okazji. Za zaledwie kilka dni.

Nie chodzi zatem o zniechęcanie do protestów, a wręcz przeciwnie. O decyzje, które nie roztrwonią jego potencjału.

Nie chodzi o zniechęcanie do działaczy opozycyjnych ze ,,świecznika”, ale o uświadomienie im, że tymi okazjami lansu w świetle kamer zdążą się jeszcze znudzić, a każda mniej liczna manifestacja rozdmuchiwana będzie przez media jako nieudana.

Środki masowego przekazu mają zdolność nakręcania ,,samospełniającej się przepowiedni” i kiedy mówią, że ktoś jest liderem bardzo często ludzie za takiego zaczynają go lub ją uważać. A kiedy kraczą, że ten ruch chyba się już kończy – takie przekonanie funkcjonuje w przestrzeni publicznej, zabijając entuzjazm i doprowadzając do jego autentycznego kresu.

Możemy sobie pozwolić na przegrywanie konkretnych ludzi i ugrupowań, ale nie możemy sobie pozwalać na przegrywanie spraw podstawowych dla naszego życia. Ta świadomość powinna nam przyświecać!

Fotografia: Chcemybycrodzicami.pl