Niektórzy negują fakt, że w prawie nie chodzi tylko o porządek. Prawo jest emanacją władzy i dominacji. Prawem nie kształtuje się postaw moralnych, ale rozlicza się z nich karami.

Zupełnie jak w stadzie zwierząt, albo zupełnie tak jak z psem. Jeśli poczuje, że ma do czynienia ze słabsza jednostką, to może bardzo kochać, ale szanować nie chce i wchodzi na głowę. Jeżeli coś nie jest jasno zagwarantowane ustawą a pozostawione ocenie innych ludzi pełniących określone role zawodowe takie jak lekarz lub policjant, to oni będą swojego prawa do oceny nadużywać. Nie sprzedając antykoncepcji ze zwykłej złośliwości. Sadystycznie nie informując o wadzie płodu i czując się panami lub paniami życia i śmierci kosztem przyszłych rodziców. Nie dając znieczulenia, zamiast wieczornej dawki krwawych seriali z internetu. Bijąc, bo są bezkarni. Do tego prowadzą klauzule sumienia dla lekarzy i farmaceutów, dowolność oceny w kwestii standardów okołoporodowych, brak gwarancji specjalnej ochrony przed przemocą, brak parytetów, restrykcyjne przepisy dotyczące możliwości przerwania ciąży, czy zakupu antykoncepcji.

Przez wiele wieków kobiety nie miały żadnych praw a ich status był równorzędny przedmiotom, zwierzętom i innej męskiej własności. Pełnoprawnymi ludźmi jesteśmy w tym kraju niespełna lat 100. I nie stało się tak przy jednogłośnym aplauzie. Trochę z przypadku, z tego powodu, że mężczyźni ginęli w wojnach, a w powstających licznie fabrykach potrzeba było rąk do pracy. W dobrobycie nikt by nam nie dał głosu, nie dał prawa do posiadania majątku i rozwodu.

Można to uznać za rodzaj cudu, szczęśliwego zrządzenia losu. Minęło jednak niewiele czasu i niedawno nabyte możliwości decydowania o sobie możemy ratami stracić. Wiele środowisk, przede wszystkim środowiska religijne, tylko udają, że kiedykolwiek pogodziły się z przyznaniem kobietom praw.

Skrajni prawicowcy dążąc do utrzymania męskiego uprzywilejowania biorą na orędownika kościół katolicki, który umówmy się – płci i seksualności żeńskiej zwyczajnie nie znosi. Maryja, która rodzi syna bez współżycia z mężczyzną raczej tej tezie nie zaprzecza. Kobieta – tak, ale pozbawiona normalnych ludzkich cech takich jak pożądanie i wpływu na swój los i własnego zdania. Kościół Katolicki zaświadczał o tym podburzając ludzi i doprowadzając do wielowiekowych prześladowań kobiet, tortur, stosów. Wcześniej doprowadził natomiast do wypaczonego pojmowania ludzkiej fizyczności i seksualności. Sprowadzając funkcje cielesne do grzechu, co jest o tyle absurdalne, że gdyby ludzie nie mieli dbać o fizyczność, najprawdopodobniej nigdy by się w ciele nie rodzili. Dziś w kościele katolickim kobiety nie mają równorzędnych praw. Rozumiem, że niektóre są przywiązane do religii, bo potrzebują duchowości, ale w samej instytucji głos mieli i mają tylko faceci. Księża to zwykli ludzie ze swoimi namiętnościami. Uznając ich autorytet w tych sprawach kobiety same na siebie kręcą sznur.

I nie – to nie jest wszystko jedno. I tak – decydowanie o własnej rozrodczości to jest istotne, bo to obszar symbolicznej kontroli. Dopóki to kobieta zgodnie z naturą decyduje o nowym życiu i jego śmierci, dopóty władza nad nią samą nie może się w pełni realizować. A wielu facetów chciałoby przywrócić stan, w którym specjalny szacunek i przywileje mają tylko z racji urodzenia się mężczyznami. Z resztą, kobiety też by tak pewnie chciały, ale nigdy nie udało im się mieć takich przywilejów z racji płci, jakie posiadają mężczyźni.

Tak jest miło i wygodnie, ale przecież nikt nie przepycha ustaw pozwalających odmówić wypisania i sprzedaży antykoncepcji lub przeprowadzenia legalnej aborcji z czystego hedonizmu.  Robią tak z chęci podporządkowania, kontroli, posiadania władzy nad drugim człowiekiem. Gdyby było inaczej nie zależałoby im tak bardzo na prawnym przymusie. staraliby się przekonywać dając dobre przykłady moralności i odpowiedzialności. Księżom wystarczyłby natomiast oręż, który już mają – jest nim zrozumienie, rozmowa, wsparcie i dbałość o możliwość realizowania wolnej woli, bo tylko wybory dokonywane bez przymusu mają jakąkolwiek moralną wartość.