W czwartek 8 czerwca na Facebooku powstała grupa, której celem jest aktywizacja i integracja sądeckich gejów, lesbijek, osób bi i transseksualnych oraz wszystkich, którzy sprzyjają równości ludzi, niezależnie od ich orientacji lub tożsamości seksualnej.  

Do grupy można dołączyć przez zaproszenie lub dodanie przez znajomą osobę, która już w niej jest. Można ją też samodzielnie opuścić, lecz w ciągu trzech dni pozostało w niej jednak aż 70 zainteresowanych osób. Niezły wskaźnik wysokiego poziomu zintegrowania oraz otwartości sądeczanek i sądeczan. Spójrzmy jednak prawdzie w oczy – analizując po miejscowościach zamieszkania, spora część członkiń i członków mieszka gdzieś…Gdzieś w dużej i znacznie bardziej tolerancyjnej metropolii. Najczęściej krakowskiej.

Czy aktualne mieszkanki i stali mieszkańcy Nowego Sącza nie potrzebują takich fanaberii jak organizacje LGBT+?

Tego chcieliby narodowi-katolicy z PiS-u i inne środowiska, które nazywają się konserwatywnymi, a które zwyczajnie zamiatają problemy pod dywan, bo tak im jest wygodnie. Wygodnie nie wiedzieć, że ze swoją orientacją, poglądami lub wyznaniem, nie są na świecie sami. Wygodnie wierzyć, że stanowią jakiś jedyny, szczególnie uprawniony i prawdziwy nurt osoby ludzkiej.

Nie stanowią. Problem w tym, że w mniejszych miejscowościach jakiejkolwiek samoorganizacja jest utrudniona.

Działacze i działaczki w mniejszych okręgach potrzebują wsparcia

Fundacja Równość z Krakowa działająca na rzecz osób LGBT+ (definicja terminu LGBT) rozpoczęła działania aktywizujące i wspierające społeczność osób o innej orientacji niż heteroseksualna oraz rzadziej występującej tożsamości płciowej.

Moje prywatne zdanie – nareszcie! Prawdopodobnie z tego powodu powstała ta pierwsza od dawna (od zawsze?) grupa na portalu społecznościowym. W tym kontekście, odbieram pozytywnie to, że pierwszymi odważnymi są osoby, które urodziły się w Nowym Sączu, ale obecnie w nim nie mieszkają, sympatycy i sympatyczki miasta. Dzięki poczuciu bycia w większej grupie i potencjalnego wsparcia, wiele obecnych mieszkańców i mieszkanek może zostać zachęcona do działania.

Bo czasami trzeba porobić choćby za ten aktywny tłum, którego w mniejszych miastach i na wsiach brakuje, i który sam z siebie raczej się nie stworzy, bo nie ma do dyspozycji infrastruktury, tradycji i autorytetu, z którego korzystają inicjatywy powstające przy kościołach katolickich.

Na stronie można przeczytać apel do mieszkańców i mieszkanek mniejszych miast i wsi w województwie małopolskim, podkarpackim oraz świętokrzyskim

Chcesz współorganizować w swym mieście przyjazne wydarzenie? Obejrzeć wspólnie film? Pokazać młodych, lokalnych artystów? Lub po prostu spotkać i się porozmawiać? Zapraszamy do kontaktu osoby, które są zainteresowane zaangażowaniem się w realizację oddolnego, lokalnego działania, dotyczącego społeczności LGBT. Zapewniamy anonimowość i przyjazną atmosferę.

Każda osoba, która chce pomóc w działaniach edukacyjnych, integracyjnych i antydyskryminacyjnych, może zgłosić się do Fundacji wypełniając krótką ankietę, która znajduje się pod adresem: https://docs.google.com/forms/d/e/1FAIpQLSe2fbRj0-CL_JLDgaSgqnwRJvikQ1WSp-l7qAD3BhYjxQYr2g/viewform?c=0&w=1

Przywileje dużego miasta

Jako osoba, która urodziła się, wychowała i większość życia mieszkała w dużych miastach, wiem, że bardzo łatwo wtopić się tam w tłum. Niezależnie od tego co się robi, mało kogo to interesuje. Poważne utrudnienia w znalezieniu nowej pracy, dotyczą osób z najwyższą pozycją społeczną lub wykonujących ,,trudnodostępne” zawody wymagające specjalistycznego szkolenia. W standardowym przypadku nie jest jednak tak, że konflikty światopoglądowe lub uprzedzenia mogą całkowicie zaprzepaścić życiowe szanse. Nie ma tej świadomości, że poza przychodnią, szkołą, firmą budowlaną, w której pracuję, jest jeszcze tylko jedna, zarządzana przez zięcia mojej szefowej.

Oczywiście, że życie bez coming out-u jest psychicznie i społecznie obciążające, a dyskryminacja spowodowana ,,wyjściem z szafy” mocno daje w kość.  Pracując wiele kilometrów od miejsca zamieszkania i znając małe prawdopodobieństwo spotkania ,,nieżyczliwego” znajomego, czy to na imprezie, zakupach, czy manifestacji, prościej oddzielać od siebie poszczególne aspekty życia. Łatwiej jest manipulować różnymi czynnikami dla własnego bezpieczeństwa i spokoju.

Z nadmiaru anonimowych ludzi, w prawie każdej sprawie można wyłowić myślący podobnie. A jeśli z kilkudziesięciu działających osób, kilka zachoruje lub zmieni plany, to nie ma dramatu. Może nie na masową skalę, bo w Polsce zaangażowanie społecznie nigdzie nie jest wysokie. Wystarczająco, żeby posklejać organizację warsztatów, projekcję filmową albo robienie transparentów.

W mniejszych miejscowościach jest odwrotnie. Ludzi jest mniej, częściej się spotykają, więcej o sobie wiedzą i mają więcej do stracenia. Ta niewielka, bezpośrednia odległość to stosunkowa łatwość w rozpoznaniu podobnie myślących, czy też przekonywania kogoś rozmawiając twarzą w twarz. Większa możliwość niesienia wsparcia, ale z drugiej strony większe ryzyko ostracyzmu. A jak się już znajdzie w danej sprawie kilka pionierek i garstka odważnych, to każdy wypadek losowy eliminujący jedną, czy dwie osoby, sprawia, że mają pod górę. Wiele inicjatyw się rozmywa.

Działacze i działaczki – łączmy się!

Dlatego wsparcie powinno być nie tylko internetowe, ale też realne. Tak, żeby te osoby, które mają możliwość, czasami wsiadły w autobus, pociąg i przyjechały np. na wydarzenie. Wiem, ze łatwo się mówi i takie jechanie np. 4 godziny w tę i z powrotem jest bardziej wyczerpujące, niż machanie flagą dwie ulice dalej. Mam jednak przekonanie, że jeśli naprawdę zależy nam na zmianach, na krzewieniu tej otwartości, walce ze stereotypami i uprzedzeniami lub choćby na nieoddawaniu całych regionów kraju katolickim fundamentalistom i nacjonalistkom, warto się starać.

Nie paternalistycznie i z wyższościowej pozycji, bo jak wspomniałam wyżej – warunki działania w mniejszych i większych miejscowościach są zwyczajnie różne. Nie warto się narzucać, a tym bardziej zakładać, że problemy mieszkańców i mieszkanek różnych obszarów są identyczne. Można za to wzajemnie się słuchać, wymieniać obecnością i doświadczeniem. Zorganizować grupie LGBT+ z mniejszych miejsc w województwie transport na Marsz Równości do Krakowa, a innym razem zorganizować go w jednym z mniejszych miast powiatowych. Przykładowo.

Żeby nie zawsze było tak jak jest i żeby nie przekonywać już przekonanych.