Na portalu internetowym You Tube dostępny jest film o Nowym Sączu z 1961 roku. Materiał filmowy pt. „Portret małego miasta” został zrealizowany przez Władysława Ślesickiego. Autor filmu stara się opowiedzieć „o zwykłym, powszednim dniu w małym mieście, gdzie codzienna praca przekształca w rzeczywistość, co jeszcze wczoraj było tylko planem czy marzeniem”. Film opowiada, więc o przemianie sennego, apatycznego miasta, stolicy rolniczego powiatu w bardziej prężny ośrodek miejski.

Obok wspomnianych w filmie wielkich inwestycji czasu tzw. Eksperymentu Sądeckiego, w latach 90 XX wieku w Nowym Sączu zaczęły działać szkoły wyższe. Dla wielu Sądeczan było to okolicznością nobilitującą miasto. Zapewne niewielu mieszkańców i mieszkanek Sądecczyzny wie jednak, że w Nowym Sączu działają aż trzy różne szkoły wyższe. Dwie uczelnie tj. Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa (PWSZ) w Nowym Sączu oraz Wyższa Szkoła Biznesu National Louis University (WSB-NLU) są rozpoznawalne przez sądeczan. Trzecią, najbardziej tajemnicza z sądeckich szkół wyższych jest Szkoła Główna Politechniczna (działająca dawniej pod nazwą Wyższa Szkoła Przedsiębiorczości).

Sprawy związane z działalnością tych uczelni na pewno nie są nudne i przeczą tezie filmu pt. „Portret małego miasta” o tym, że w naszym mieście nie dzieje się nic co mogłoby trafić na pierwsze strony gazet. W naszym kraju, problemy z wiarygodnością szkół wyższych i rektorów bardzo rzadko goszczą na łamach prasy i telewizji. Dzieje się tak niezależnie od miejsca w którym dochodzi do nieprawidłowości. Działalność tych trzech szkół wyższych z Nowego Sącza skupia jak w soczewce problemy polskiej nauki oraz gospodarki.

Geneza sądeckich szkół wyższych

Najstarszą sądecką uczelnią jest WSB-NLU. Nasze miasto było jednym z pierwszych w Polsce, w którym powstała prywatna uczelnia wyższa, o profilu prawie wyłącznie biznesowym i językowym. Działalność szkoły wyższej we względnie małym mieście wojewódzkim, położonym gdzieś daleko od głównych dróg i dużych ośrodków akademickich budziła ciekawość i zdziwienie. Trzeba przyznać, że założycielowi Uczelni, panu dr. Krzysztofowi Pawłowskiemu udało się wcielić w życie idę przekształcenia Nowego Sącza w ośrodek miejski z działającą w nim szkołą wyższą. Od tego czasu w mieście miało już być tylko lepiej. Na początku rzeczywiście tak było. Wielu studentów WSB chętnie wynajmowało mieszkania w Nowym Sączu i okolicach. Miało to oczywiste pozytywne przełożenie na ceny wynajmu. Studenci chętnie też zostawiali pieniądze w licznych pubach i klubach, działających w Nowym Sączu w tamtym czasie. Dzięki studentom WSB miasto tętniło życiem. Można stwierdzić – „wreszcie coś się tutaj działo”.

W Polsce, w latach 90 XX wieku, jak grzyby po deszczu, zaczęły jednak wyrastać niepubliczne uczelnie. Polki i Polacy uzyskali więc możliwość studiowania w małych miastach, bez konieczności przeprowadzki do innego miasta. Narastała konkurencja o studenta pomiędzy uczelniami. Skutkowało to zmniejszeniem liczby studentów w Nowym Sączu. Oprócz tego, do wyścigu o studenta stanęły także uczelnie państwowe. Obok prywatnych szkół wyższych, w całym kraju zaczęły więc powstawać filie i ośrodki zamiejscowe publicznych uczelni. WSB-NLU poddana została dużej presji rynkowej ze strony publicznych i niepublicznych uczelni.

W 1997 r. przeprowadzono reformę administracyjną kraju. Polegała ona między innymi na zmniejszeniu liczby województw z 49 do 16. Pociągało to za sobą konieczność przeprowadzenia restrukturyzacji zatrudnienia w urzędach administracji państwowej. Dużej liczbie urzędników i urzędniczek widmo bezrobocia zajrzało więc w oczy. Nie wszyscy mogli bowiem znaleźć zatrudnienie w strukturach samorządu lokalnego oraz zreorganizowanych urzędach wojewódzkich. Politycy wpadli więc na pomysł, aby utworzyć w Polsce sieć Państwowych Wyższych Szkół Zawodowych. Uczelnie te miały być otwierane przede wszystkim w byłych miastach wojewódzkich. Miało to na celu znalezienie miejsc pracy dla urzędników państwowych, którzy nie znaleźli zatrudnienia po zmianach w podziale administracyjnym kraju. W ten sposób PWSZ-y powstały nijako na otarcie łez. Niemniej jednak niezależnie od powodów, w Nowym Sączu powstała druga uczelnia. Stało się to w 1998 roku. Nasze miasto nabierało więc coraz większego znaczenia na akademickiej mapie Polski.

Warto również zwrócić uwagę na zjawisko klasowości w całym systemie edukacji wyższej. Prywatne uczelnie były dla tych, których było stać na płacenie czesnego. W zamian za pieniądze każdy kto miał tylko na to ochotę mógł bez wysiłku intelektualnego i organizacyjnego kupić sobie wykształcenie wyższe. Z czasem studiowanie w prywatnej uczelni typu „Szkoła Wyższa Tego i Owego w Koziej Wólce nad Potokiem” stało się synonimem obciachu.

Z rozmów z pracownikami PWSZ w Nowym Sączu dowiedziałem, że idea PWSZ jako instytucji kształcącej na poziomie wyższym ufundowana jest na przekonaniu o konieczności niesienia kaganka oświaty. Studenci PWSZ mają więc rekrutować się głównie spośród biednej, przeważnie wiejskiej młodzieży. Grupa ta w żaden inny sposób nie mogłaby uzyskać wykształcenia wyższego. Trzeba również podkreślić, że za pomysłem na utworzenie PWSZ-ów stała idea powiązania kształcenia na poziomie wyższym z potrzebami lokalnego rynku pracy. Niestety, po bliższym zapoznaniu się z działalnością PWSZ doszedłem do wniosku, że za chęcią wsparcia ubogiej młodzieży może kryć się postawa typu „niech się zadowolą byle czym. Gdyby bowiem nie PWSZ nie mieliby nawet i tego”.

Z raportu naukowego na temat polskiego systemu szkolnictwa wyższego, opracowanego na potrzeby Komisji Europejskiej przez grupę zagranicznych ekspertów wyłania się bowiem ponury obraz działania PWSZ1. Według autorów tego raportu, PWSZ-y są jednym z najsłabszych ogniw systemu kształcenia na poziomie wyższym w Polsce. Wbrew temu co zapisane w statutach PWSZ, uczelnie te są również bardzo słabo powiązane z potrzebami lokalnego rynku pracy i społecznością lokalną, w których działają.

Z życia Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Nowym Sączu

Oczywiście władze każdego PWSZ gorąco zaprzeczą wnioskom płynącym z przytoczonego wyżej raportu. Rektorzy oraz pozostali pracownicy PWSZ-ów zachwalają swoją uczelnię i opowiadają o sukcesach. Czy mogą jednak mówić co innego? Wystarczy spojrzeć na nasz sądecki PWSZ. Na drugą kadencję na stanowisko rektora wybrany został dr hab. inż. Mariusz Cygnar, prof. PWSZ. Niestety, ciąży na nim zarzut popełnienia plagiatów co najmniej dwóch monografii naukowych. Oprócz tego Cygnar mógł dopuścić się poświadczenia nieprawdy w dokumentach, które zostały sporządzone w celu nadania mu stopnia naukowego doktora habilitowanego. O sprawie informowaliśmy dwukrotnie2.],3]. Sądeckie media nie były jednak zainteresowane podjęciem tematu. 

W rozmowach prywatnych, członkowie społeczności akademickiej PWSZ podkreślają, że sprawa plagiatów rektora ich nie dotyczy, ponieważ jest to wyłącznie prywatna sprawa pana Cygnara. Czuję się oburzony takim podejściem do tematu ze strony pracowników PWSZ. Nierzetelność akademicka rektora publicznej uczelni kładzie się bowiem cieniem na całą społeczność akademicką oraz otoczenie społeczne szkoły wyższej. W Nowym Sączu nikt nie widzi jednak problemu w plagiacie rektora uczelni publicznej. Usłyszałem nawet, że się uwziąłem na rektora bo „żeby w Polsce wszyscy byli bez skazy”. Myślę, że słowa te dość dobrze obrazują stosunek pracowników PWSZ do podejrzeń nierzetelności akademickiej rektora. Mogę zatem przypuszczać, że ludzie powiązani z PWSZ współczuliby Cygnarowi, gdyby oszustwo się potwierdziło. W Polsce zjawisko plagiatów prac licencjackich, magisterskich czy doktorskich jest bowiem nagminne. Dzieje się tak między innymi dlatego, że jest na to przyzwolenie społeczne. W oczach wielu osób Cygnar może zatem uchodzić za pechowca, któremu zarzut plagiatu postawiono publicznie. W mojej opinii tłumaczy to dlaczego w demokratycznych wyborach, głosami członków społeczności akademickiej Mariusz Cygnar został wybrany na drugą kadencję na stanowisko rektora. Wybory rektorów to przecież święto demokracji na uczelni.

Trzeba się jednak zastanowić czy poprzez udzielenie poparcia rektorowi z zarzutami plagiatu społeczność akademicka nie nadużyła przywileju samostanowienia o sobie? PWSZ jako uczelnia cieszy się bowiem autonomią. Z tego prawa należy jednak korzystać bardzo roztropnie. Faktem jest, że przed samymi wyborami rektor Cygnar starał się wyciszyć krytyków, w tym również i mnie. W Sądzie Okręgowym w Nowym Sączu uzyskał dla siebie korzystne postanowienie. W myśl decyzji Sądu nie wolno mi informować opinii publicznej o plagiacie Mariusza Cygnara ani o jego kłopotach z zarządzaniem uczelnią.

W mojej opinii, powyższe postanowienie jest kuriozalne, ale bardzo pouczające. Można je również zadedykować przedstawicielkom i przedstawicielom sądeckiego Komitetu Obrony Demokracji pod rozwagę. W taki o to sposób sędziwie w Nowym Sączu „bronią” demokracji przed autorytaryzmem. Jako obywatel mam jednak pełne prawo, a nawet obowiązek, informować opinię publiczną o nieprawidłowościach w działaniach osoby publicznej jaką jest rektor. Zupełnie jakby Mariusz Cygnar i ochraniająca go sędzia Monika Świerad zapomnieli o fakcie że rektor uczelni jest osobą publiczną. Tym samym rektora, można i należy krytykować. Kierując się zatem odpowiedzialnością społeczną oraz wyższym dobrem zdecydowaliśmy się ujawnić postanowienie Sądu Okręgowego w Nowym Sączu. W końcu to nie my musimy wstydzić się za nie. Jeżeli już to nie kto inny jak właśnie dr hab. inż. Mariusz Cygnar, prof. PWSZ oraz Monika Świerad, SSO powinni odczuwać zażenowanie z powodu swojego zaangażowania w całą tą aferę.

Cygnar poprzez swojego prawnika – pracownika PWSZ (nie udało mi się ustalić czy za prywatne usługi dla Cygnara pan Grzegorz Dąbrowski pobiera osobne uposażenie, czy też opłacany jest z publicznych pieniędzy) chce wsadzić mnie za kratki za informowanie o plagiacie i udostępnianie dokumentów uzyskanych w trybie dostępu do informacji publicznej, a dotyczących problemów z wiarygodnością rektora.

Na chwilę obecną, w Sądzie Rejonowym w Nowym Sączu nie znalazł się ani jeden sędzia chętny do złożenia swojego podpisu pod decyzją o wysłaniu mnie do aresztu za pisanie prawdy o habilitacji Mariusza Cygnara. Czyżby jednak prawda mnie wyzwoliła?

Sprawa powiazań Cygnara z sędzią Moniką Świerad może mieć również drugie dno. Korzystne dla Cygnara postanowienia zostały wydane w czerwcu 2020 r. Już w miesiąc później, Rada Uczelni PWSZ przyjęła dwie uchwały, dotyczące wysokości uposażenia dla Cygnara na lata 2020 – 2024.

Od ludzi zbliżonych do działu rachuby płac PWSZ dowiedziałem się, że gdyby Minister ds. Nauki i Szkolnictwa Wyższego zgodził się na proponowane uposażenie dla Cygnara to mógłby on zarabiać koło 50 000 zł miesięcznie (pisałem o tym również na swoim portalu poświęconym wiarygodności badań naukowych)4]. Jak na Polskie, a w szczególności na sądeckie warunki, zarobki tej wysokości są niebotyczne i skandalicznie wysokie. Z informacji otrzymanych z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego wynika, że minister nie podjął jeszcze decyzji odnośnie pensji sądeckiego rektora. Niemniej jednak uzyskałem kolejne oficjalne potwierdzenie, że sprawę plagiatu habilitacji Cygnara bada Rzecznik Dyscyplinarny przy Ministrze.

Czy sędzia Świerad wydając kompromitujące ją postanowienie działała wyłącznie bezinteresownie? Każdy może odpowiedzieć sobie sam. Badając sprawę Cygnara dotarłem również do informacji o tym, że koleżanką z pracy Moniki Świerad jest Anna Pater, kolejna sędzia w Sądzie Okręgowym w Nowym Sączu. Anna Pater jest córką Janusza Patery byłego prorektora PWSZ. Janusz Pater prowadzi wraz z drugą córką Iwoną Pater Surowiak kancelarię radców prawnych. Paterowie reprezentuje klientów przed sądami5.]. W naszym mieście swoją siedzibę mają aż dwa sądy, tj. Rejonowy i Okręgowy. W Sądzie Okręgowym orzeka Anna Pater. Zachodzi więc ewidentny konflikt interesów, ale prezesurze Sądu Okręgowego oraz środowisku sądeckich sędziów taka sytuacja zupełnie nie przeszkadza. Z tego na ile poznałem to środowisko to nasi sędziowie zapewne są dumni z tego jak dobrze radzi sobie rodzina Paterów na sądeckim rynku usług prawnych. Można bowiem domniemywać, że kancelaria Janusza i Iwony Pater może być wręcz niezwykle skuteczna w dochodzeniu interesów swoich klientów przed sądeckimi sądami.

Z dokumentu dostarczonego przez zastępcę prokuratora Pijaj z Prokuratury Regionalnej w Krakowie wynika, że Cygnar jest również powiązany z pięcioma prokuratorami z okręgu nowosądeckiego.

Do tego należy również przypomnieć o powiązaniach Cygnara z sądecką policją via dr Marek Reichel, Jacek Łukasik i były Komendant Miejski Policji w Nowym Sączu Jarosław Tokarczyk. O tych związkach Cygnara pisałem w innym artykule6.]. Z przytoczonych przeze mnie dokumentów wynika zatem, że w naszym mieście współpraca pomiędzy rektorem, policją, prokuratorem i środowiskiem sędziów ma się wręcz wyśmienicie. Opisane tutaj zależności mogą wręcz stanowić niezwykle cenny i ciekawy materiał empiryczny do badań kryminologicznych i socjologicznych w zakresie tworzenia się niepożądanych z perspektywy społecznej sieci wzajemnych powiązań pomiędzy przedstawicielami lokalnych elit.

Nie wiem tylko czy o takich związkach myśleli autorzy raportu o systemie szkolnictwa wyższego w Polsce, w którym sugerowano zacieśnienie współpracy pomiędzy PWSZ a lokalnym otoczeniem społecznym uczelni.

Z zaciekawieniem obejrzałem również uroczystą inaugurację 23 roku akademickiego w PWSZ (materiał filmowy dostępny jest na stronie internetowej uczelni). Przede wszystkim wielką nieobecną uroczystości była pani dr Halina Potok – prorektorka ds. studenckich i jakości kształcenia. Do tego stopnia parła do pełnienia tej funkcji, że nawet rektor Cygnar zgłosił kilka studentek na policję i do prokuratury. Chodzi o sprawę studentek – członkiń Uczelnianej Rady Studentów, które stały na drodze do szczęścia Pani Potok, a tym samym do objęcia przez nią zaszczytnej funkcji prorektorki u boku rektora. Sprawę opisywał portal pressmania7.] oraz Gazeta Wyborcza8.]. Sam Cygnar również chętnie rozpisywał się o tym, jak nie chciał, ale musiał powiadomić organy ścigania o możliwych bezprawnych działaniach studentek wobec pokrzywdzonej dr Potok9.]. 

Walka o zachowanie stołka prorektorki była tak zacięta, że nawet decyzją Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, przyznającą rację studentkom, nie udało się skutecznie usnąć pani Potok ze stanowiska prorektorki. Początkowo jednak Cygnar uszanował zdanie Ministerstwa i usunął Halinę Potok ze stanowiska. W kilka dni później Halina Potok ponownie została powołana na to samo stanowisko. Cygnar oczywiście również i w tej sprawie miał „ręce związane”. Decyzję o ponownym powołaniu pani Potok na funkcję prorektora podjęła bowiem Uczelniana Rada Studentów, reprezentowana przez panią Aleksandrę Lang (młodą i zdolną studentkę PWSZ w Nowym Sączu, powołaną na stanowisko Przewodniczącej Uczelnianej Rady Studentów w miejsce poprzedniej, niewygodnej przewodniczącej)10.]. Cygnar wygrał więc wojnę o stanowisko prorektorki dla pani Potok. Należy pogratulować pani Aleksandrze odwagi. W mojej opinii można nawet nazwać panią Lang – „dobrze zapowiadającą się lwicą sądeckiej prawicy”. Pokazała bowiem ministrze rządu Zjednoczonej Prawicy, pani dr Annie Budzanowskiej, gdzie jest jej miejsce w szeregu. Ministra Budzanowska z pokorą zamilkła i podtrzymała decyzję o ponownym powołaniu pani Potok na stanowisko prorektora PWSZ. W przyszłości pani Lang może zatem wyrosnąć na silną i skuteczną polityczkę, rodem z Nowego Sącza. Pierwsze szlify ma już przecież za sobą.

Zauważyłem również, że w tym roku uroczysta inauguracja roku akademickiego w PWSZ w Nowym Sączu miała wyjątkowo skromny charakter. Po części wynika to oczywiście z ograniczeń spowodowanych epidemią. Niemniej jednak nie zauważyłem ani jednego przedstawiciela służb mundurowych, wymiaru sprawiedliwości czy przedstawicieli władz miasta. Nikt nie składał Cygnarowi gratulacji tytułem ponownego wyboru na stanowisko rektora. Było skromnie, podniośle, momentami patetycznie. Przede wszystkim było jednak pusto.

Sądzę, że wiele osób, które początkowo broniło Cygnara mogło poczuć urazę do niego za żądanie horrendalnie wysokich zarobków. Być może, wśród obrońców Cygnara byli i tacy, którzy od dawna dobrze wiedzieli o podejrzeniach, ale dla dobra „sądeckiej sprawy” nie chcieli, aby sprawa plagiatu wypłynęła – „wszak zły to ptak, co własne kala gniazdo”. Po ujawnieniu treści uchwał Rady Uczelni, dotyczących wysokości zarobków Cygnara jego obrońcy mogli jednak dość do wniosku, że tak naprawdę w całej sprawie chodzi wyłącznie o pieniądze. Z tytułu posiadania stopnia naukowego doktora habilitowanego i piastowania funkcji rektora można przecież żyć całkiem nieźle.

Dla zrozumienia fenomenu Cygnara i jego obrony przez sądeckie elity bardzo ważny jest socjologiczny wydźwięk sprawy. Dla wielu ludzi Rektor plagiator – to swój człowiek. W tym kraju przecież prawie każdy coś kiedyś „smyknął” komuś. Tym bardziej nikogo nie szokuje okradzenie kogoś z własności intelektualnej. Niemniej jednak dla wielu osób wizja zarobków dla Cygnara w wysokości koło 50 000 zł miesięcznie wprawiła w osłupienie Włączyła się więc zawiść. Stąd w moim odczuciu odwrót sądeckich elit od Cygnara.

W jaki sposób można wymagać od pracowników PWSZ, aby przekazywali sądeckiej młodzieży rzetelną wiedzę oraz współkształtowali wzorce etyczne i moralne skoro sam rektor jest powodem zgorszenia? Należy zatem zastanowić się czy jest dalszy sens w utrzymywaniu w Nowym Sączu takiego przybytku, jakim w ostatnich latach stał się sądecki PWSZ. W Małopolsce funkcjonują przecież aż trzy uczelnie tego typu tj. w Tarnowie, Nowym Sączu oraz w Nowym Targu. Oprócz tego w Krakowie znajdują się liczne szkoły wyższe, w tym również renomowany Uniwersytet Jagielloński. Biorąc zatem pod uwagę znaczne przegęszczenie uczelni w Małopolsce, spadającą liczbę studentów oraz skracający się czas przejazdu pomiędzy miastami należy z rozwagą pochylić się nad przyszłością PWSZ w Nowym Sączu.

ZDJĘCIA:

ZDJĘCIA:

https://dziennikpolski24.pl/nowy-sacz-przepychanki-z-kamienica/ga/c3-9303079/zd/16736975

https://www.wsb-nlu.edu.pl/pl/Uczelnia

https://sadeczanin.info/wiadomo%C5%9Bci/pwsz-ma-nowe-logo-jak-wam-si%C4%99-podoba

  1. Raport na temat kształcenia w Polsce – „Peer Review of Poland’s Higher Education and Science System”. European Commission, Brussels, September 2017.
  2. Artykuł o rektorze PWSZ 1- http://prze-sacz.pl/historia-habilitacji-mariusza-cygnara-rektora-panstwowej-wyzszej-szkoly-zawodowej-w-nowym-saczu/ [dostęp: 13.10.2020 r.
  3. Artykuł o rektorze PWSZ 2 – http://prze-sacz.pl/podejrzana-habilitacja-rektora-panstwowej-wyzszej-szkoly-zawodowej-w-nowym-saczu/ [dostęp: 13.10.2020 r.
  4. O zarobkach rektorów  – http://academyverity.eu/pl/zarobki-rektorow-uczelni-publicznych/ [dostęp: 13.10.2020 r.
  5. Strona kancelarii Państwa Pater – http://pater.biz.pl/ [dostęp: 13.10.2020 r.
  6. Artykuł o związkach rektora PWSZ z przedstawicielami wymiaru sprawiedliwości – https://www.slideshare.net/ukaszRKoodziej/rektorski-skandal-w-pwsz-w-nowym-saczu [dostęp: 13.10.2020 r
  7. Artykuł o konflikcie w PWSZ – http://pressmania.pl/potega-rektora-w-kontrze-do-studentki-ja-i-tak-bede-prorektorem-skandal-w-pwzs-w-nowym-saczu/ [dostęp: 13.10.2020 r
  8. Artykuł o konflikcie w PWSZ – https://krakow.wyborcza.pl/krakow/7,44425,25376731,pwzs-nowym-saczu-dyscyplinarka-za-brak-poparcia-prorektor.html [dostęp: 13.10.2020 r
  9. Odpowiedź PWSZ w sprawie konfliktu – https://www.pwsz-ns.edu.pl/uczelnia/o-uczelni/aktualnosci/3207-odpowiedz-do-posla-na-sejm-rp-arkadiusza-mularczyka [dostęp: 13.10.2020 r
  10. Pressmania o powownym powołaniu p. Haliny Pook – http://pressmania.pl/wladze-panstwowej-wyzszej-szkoly-zawodowej-w-nowym-saczu-zakpily-z-decyzji-ministerstwa/ [dostęp: 13.10.2020 r.
0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x