Nie wiem, czy wiecie, ale zbliżają się wybory samorządowe. Pomijając zagadnienie nowelizacji kodeksu wyborczego, odbędą się one albo 4 albo 18 listopada 2018 roku. No i jak się zbliżają te wybory, to zaczyna się w sądeckim habitacie „Gra o ratusz”.

Tasujemy karty i zaczynamy się gimnastykować. Powyciągamy przestarzałe afery, odkryjemy nowe, napiszemy błyskotliwe interpelacje, wyciągniemy zatrudnionego w miejskiej spółce śwagra kolegi prezydenta. Może nawet zrobimy sobie fotę z bezdomnym kotkiem, protestującą kobietą lub księdzem ratującym chore dzieci. Te foty robimy w zależności od opłacalności PR i targetu wyborczego. Słowem marketingowca – badamy rynek!

Co wynika z rozmów w zacisznych gabinetach, knucia po knajpach, wbijaniu łopaty pod nową plebanie i hejtu w necie? Nic nie wynika. Naprawdę, z faktu, że miłościwie panującym zostanie Kowalski, czy Nowak, czy Rosenblum nie wynika dla mieszkańców NIC.

Oczywiście Sądeczanie lubią się ekscytować zapleczem ideologicznym. Czy kandydat ma Boga w sercu i słyszy płacz mordowanych zarodków, czy jest lewakiem na brukselskiej smyczy. A może nawet chce sprzedać tanią siłę roboczą germańskiemu najeźdźcy! Ideologicznie każdy wybierze sobie, co mu pasuje. Merytorycznie nie ma to żadnego znaczenia.

Zarządzanie nie panowanie

W sądeckich przepychankach zapomina się o dość istotnym aspekcie władzy samorządowej. Mianowicie: do czegoś te urzędy służą i to, że przyjmuje się, iż powinny działać sprawnie. Upolitycznianie pracy urzędników do niczego dobrego nie prowadzi. Edukacja, zdrowie, kultura, inwestycje to tylko niektóre z płaszczyzn działania urzędów. Wpływ na organizacje pracy szkół, ceny biletów MPK, budowę drogi ma profesjonalne zarządzanie i kompetentni pracownicy. Dawno temu była nawet taka koncepcja Służby Cywilnej. Na chwilę obecną:

„Jej celem jest zapewnienie zawodowego, rzetelnego, bezstronnego i politycznie neutralnego wykonywania zadań państwa. Korpus służby cywilnej tworzą osoby zatrudnione na stanowiskach urzędniczych w około 1800 urzędach administracji rządowej1

Miałoby być rzetelnie i bezstronnie, a wyszło jak zwykle.

Lepszego włodarza nie będzie

Wracając do administracji samorządowej – jeśli łudzicie się, że zstąpi na ziemię sądecką kandydat nieskalany i odmieni zasnute smogiem miasto, to cóż – prawdopodobieństwo wystąpienia takiego zjawiska jest równe wygraniu 6-tki w lotto. Pewno to truizm, ale żeby nazwać ulicę imieniem losowo wybranego „bohatera walczącego z komunizmem/faszyzmem/wegetarianizmem”, należy ją najpierw wybudować.

Nowy Sącz jest świetnym przykładem do czego prowadzi gra w karty i onanizowanie się władzą. Z jednej strony mamy nieskuteczne i uciążliwe dla mieszkańców działania decydentów. Na podstawowym poziomie oznaczające kiepskie zarządzanie (np. brak powoływania interdyscyplinarnych zespołów do realizacji dużych inwestycji, czy rozwiązywania istotnych problemów, chociażby z zanieczyszczeniem powietrza). Z drugiej polityczne rojenia o niezłomny bastionie chrześcijaństwa i partii PiS (co w zasadzie niczym się nie objawia, oprócz symbolicznego wymachiwania szabelką i zlecaniem zadań gminy parafiom). Z trzeciej – mrzonki o tygrysach biznesu i zagłębiu milionerów.

Reasumując – prawdopodobnie w Nowy Sączu nie zmieni się nic. Miasto powoli się zestarzeje i wyludni. Oczywiście można trochę to łagodzić, tropiąc arogancję/hipokryzję i uważnie słuchając pretendentów do tronu. Od ich racjonalności, autentyczności i w dużej mierze apolityczności będzie zależało, czy Sącz zdegeneruje się szybko i boleśnie, czy jeszcze trochę pożyje.

P.S. Jeśli komuś chce się dumać nad mechanizmami społecznymi i obywatelskimi w kontekście (nie)działania administracji samorządowej, to podrzucam taki oto trop – historię ostatniego chłopa pańszczyźnianego z pobliskiego Spiszu: Kacwin.com

obraz Józef Chełmoński ,,Orka"
Link do artykułu ,,JAN JANOS – OSTATNI ŻYJĄCY ŻELORZ”, ,,Na Spiszu” nr. 3 (60), 2006.

 ZDJĘCIE GŁÓWNE: Marcin Zoń Artistic Vision