Choćbyśmy wetknęli sobie unijną flagę w zadki i byli awangardą postępu społeczno-gospodarczego, to i tak widmo homo sovieticusa krąży po polskiej krainie.

Zgodnie z obowiązującą doktryną przejawy komunizmu, a zwłaszcza zachowań przypisywanych człowiekowi sowieckiemu, powinniśmy spalić na stosie, a następnie prochy pokropić święconą wodą.

Koncepcja Aleksandra Zinowjewa określała podstawowe cechy mentalności Rosjan, poddanych, mniej lub bardziej bolesnemu, wychowaniu w duchu Krótkiego Kursu Historii WKP(b). Wśród nich odnajdziemy m.in.: podporządkowanie kolektywowi, oportunizm, brak samodzielności, brak poczucia godności, bezmyślność, nabożny stosunek do silniejszych 1. Ów katalog cech, stanowi podstawę, na której wyrosły nam prawdziwe indywidualności, łączące elementy kilku epok i reprezentujące endemiczne gatunki.

Sądecki katalog osobliwości 

Gdzie możemy poobserwować niezwykły koktajl osobowości sowieckich, mentalnych szlachciców i tygrysów biznesu? Ano w budżetówce. Show w wykonaniu lokalnych „feudałów” jest chyba najciekawszym elementem sądeckiego folkloru. I stanowi nieustające źródło inspiracji: antropologicznej, socjologicznej i prawnej. Przyglądanie się erudycyjnym i moralnym woltom samorządowców jest nieustającą przygodą.

Zacznijmy od mrocznych namiętności, w postaci „niewielkiego skandaliku” z „niewielką stroną” w wykonaniu szefa nowosądeckiego urzędu pracy.

http://www.gazetakrakowska.pl/wiadomosci/nowy-sacz/a/leszek-langer-szef-pis-w-nowym-saczu-uslyszal-zarzut-podszywania-sie-pod-inna-osobe,12774566/

ZDJĘCIE: Gazeta Krakowska

Właściwie ten cały stalking, to podobny kaliber zarzutu, co molestowanie i mobbing. Niby wszyscy wiemy, że to złe, ale w głębi swych prawych serc czujemy, że to wymysł zgniłego zachodu. Człowiekowi postawiono zarzuty, nie został skazany, więc o co ta cała wrzawa? Być może o to, że usadzony na stanowisku dyrektora hipotetycznej komórki ds. osób niepełnosprawnych, został następnie przesadzony do urzędu pracy. Komórka hipotetyczna, bo o jej „teoretycznym” charakterze, świadczy natychmiastowa likwidacja po odejściu dyrektora. Wieloletnie biurokratyczne ćwiczenia w rozmywaniu odpowiedzialności pozwalają unikać oskarżeń o nepotyzm. Niby wszyscy wiemy, że jest on znakiem firmowym sektora publicznego, ale nie potrafimy podać konkretów i udowodnić naruszeń prawa. Sądecki nepotyzm, to taki yeti, tyle że ukryty w smogu lub w zawiłościach konkursów na urzędnicze stanowiska.

W realiach budżetówki, w której „wszyscy są kolegami”, nie ma w tym nic dziwnego, stąd też oburzenie postacią miejskiego polityka jest głupie. Chyba, nikt nie spodziewał się, że pod wpływem bezpośredniego przekazu od św. Małgorzaty, urzędnicy przywdzieją szaty pokutne i ruszą w świat czynić dobro.

Kolejną barwną postacią ze świeżymi zarzutami korupcyjnymi jest miejscowy senator. Tu nasza opowieść przybiera strukturę cebuli, że znaczy wielowarstwową. Dla kolorytu wyobraźmy sobie ową postać w kontuszu i z sumiastym wąsem. Wszak fantazji i odwagi senatorowi nie brakowało, gdy wraz z ex kolegą (tak, tak – tym od „niewielkiego skandaliku”), walczyli ramię w ramię o władzę, by finalnie stoczyć pojedynek na śmierć i życie w partyjnych kuluarach.

Kontusz jest tutaj strojem nieprzypadkowym, bo nasz bohater przypomina Kmicica w swym wrodzonym „sprycie”, przaśnej swojskości i przywiązaniu do tradycyjnych wartości.

Co więcej, odrywając kolejną warstwę, widzimy intrygi i świat wielkiego biznesu rodem z „Dynastii” lub koszmarnego snu partii Razem. Zamiast potentatów naftowych, mamy fundusze inwestycyjne, które ze szlachetnego porywu serca nie skąpiły wpłat na konto fundacji w Stróżach.

Tło stanowi zakorzeniona w rosyjskiej, chłopskiej mentalności maksyma o dobrym carze i złych bojarach. Wiadomo, że władza jest dobra i pochodzi od Boga (ta samorządowa może od świętych regionalnych). Skąd zatem błędy i wypaczenia? Z małości ludzkiej i z chciwości bojarów, hasających poza czujnym okiem cara, przedkładającym osobiste profity i uprzedzenia nad dobro kolektywu. W tym pejzażu politycznym wolty senatora i „niewielkie” potknięcie dyrektora są karkołomne. W końcu w obliczu wściekłych ataków imperialistów z zachodu i krajowych karłów reakcji, partia musi „zewrzeć szyki i ciąć po skrzydłach”, celem wykorzenienia zła i przykładnego ukarania sabotażystów, ku uciesze ludu pracującego miast i wsi.

Reasumując, w występach polityków nie ma nic ekscytującego, ani oburzającego. Po prostu obserwujemy emanacje naszych cech wspólnotowych. I jeszcze raz, z dedykacją dla wieszczów politycznej apokalipsy, nie dzieje się nic nowego, podobne baśnie oglądaliśmy przez ostatnie kilkadziesiąt lat, a ich bohaterów sami stworzyliśmy.

  1.  O koncepcji homo sovieticusa, pisali m.in.Tischner i Kołakowski. Jednak, jak ktoś szuka wartościowego opracowania tej tematyki, to niech czyta: „Maszyna i śrubki. Jak hartował się człowiek sowiecki” Michała Hellera.