Wybory samorządowe w Nowym Sączu, skłaniają do kilku refleksji godnych Krula Korwina. Zwłaszcza jeśli obserwuje się je z bezpiecznej odległości.

Zapewne znajdą się jeszcze mieszkańcy, którzy emocjonować się będą drugą turą. Uspokajam, nie ma takiej potrzeby. Sądeczanie wybierali między kandydatami z PiS (sztuk 1), prawie PiS (sztuk 2), ex PiS (sztuk 2), „mogę być PiS” (sztuk 1) i enigmatycznej lewicy (sztuk 1). Sam zestaw kandydatów był imponujący: od „sprzedawałem kremówki papieżowi”, przez „mam Sandecję w sercu”, po  „prawie jak Beata eSz.”

Zatem dokonało się i zmierzamy do brzegu wyciągając wnioski, na podstawie poniższych przykładów:

1.Dość dobry wynik kandydatki PiS, generuje fundamentalne pytanie – na co komu te samorządy?

No właśnie, po cholerę. Biorą tylko piniondzę, a i tak Komitet Centralny zadecyduje, czy jest sens inwestować w region. Ba! W obliczu wyników w sejmiku małopolskim, a co za tym idzie preferencji w dzieleniu kasą (w tym także kasą germańskich oprawców – czyli UE), to sytuacja jest klarowna. Komitet Centralny spojrzy łaskawym okiem na aktyw regionalny. I będziemy mieli autostrady, kolej i maskotki z Biedry dla każdego Sądeczanina. No dobrze, może jakiś pomnik będziemy mieli.

Mankamentem modelu centralnego jest fakt, że taki prezydent/burmistrz/wójt i radni nadal hajs pobierają, w tym układzie zupełnie nie wiadomo za co i po co.

2.Żaden z kandydatów nie poruszył jednej istotnej kwestii dla miasta. Mimo całej palety obietnic (czasem trzymających się budżetu, czasem od czapy),nikt nie powiedział, że Nowy Sącz jest miastem trudnym.

Nawet bardzo. Zarówno przez depopulację, stan powietrza, jak i fatalny rynek pracy. Realna zmiana „na lepsze” zajmie lata, zakładając, że ktokolwiek będzie miał pomysł na ową zmianę. Przy czym chodzi tu o długofalową strategię, a nie wizję, z którym nowym szefem spółki miejskiej/wydziału będę obalać flaszkę we poniedziałek.

Nic w tym wyjątkowego, mamy w Polsce cały archipelag byłych miast wojewódzkich. Wymierają sobie powoli, ściągając tanią siłę roboczą zza wschodniej granicy, podbijając statystyki jednoosobowymi działalnościami gospodarczymi.

I nawet Prezes Najjaśniejszy przy wsparciu Świętej Małgorzaty i młodzieży wyklętej tego procesu nie zmieni. Zatem spokojnie, nic się nie stało, to nie Pompeje, że sru i hatakumba. Raczej powoli topniejąca Arktyka.

3.Patrząc jak wyglądało miasto tuż przed wyborami, mam mokre sny o zakazie wieszania banerów wyborczych. Jakichkolwiek.

Kandydaci stawiają się w pozycji proszku do prania, bo analiza produktu wskazuje na skuteczność powtarzania swojej twarzy na każdym płocie we wsi. W idealnym świecie wystarczyłoby kilka tablic informacyjnych, z jednym gustownym wzorem ulotki i miejscem na logotyp. Ale miejmy nadzieję, że ktoś posprząta ten syf i którykolwiek sprawiedliwy zawiezie banery wyborcze bezdomnym psom.

4.Przedostatnia refleksja dotyczy kampanii internetowych.

„Ciemno, prawie noc” w sądeckich internetach. Nawet nie tak ciemno z powodu masowo powstających kont i profili na fejsie (które zafundowało sobie większość komitetów bądź sympatyków), ale prawie noc z powodu masowego wycinania postów na forach publicznych i FP komitetów. Myślę, że przerzucanie się skanami lojalek, wyimkami z sądeckiego forum (halo, zapomnieliście usunąć wpis o swastyce – „prasłowiańskim symbolu Wszechświata i Wieczności”) i obnażonymi pośladkami niedoszłego radnego, jest mniej szkodliwe, niż cenzura prewencyjna.

I niestety tu przodownikiem została „bezpartyjna” koalicja, wycinająca niewygodne wypowiedzi zarówno oponentów, jak i archiwalne wypowiedzi własnych kandydatów. Jednym słowem nie umiom w internety.

5.Czyli punkty 3 i 4 razem.

Licząc po deklaracjach śmieciowych Nowy Sącz zamieszkuje około 67-70 tysięcy mieszkańców. Nie jest to na tyle imponująca liczba, żeby poszczególni kandydaci nie byli identyfikowalni, przez nas samych lub znajomych znajomych. Pocztą pantoflową roznoszą się zatem wieści, kto ma fajne wąsy i psa, kto z wypłatą zalega, a kto się dorobił na podrabianiu kurczaków i lewych kredytach. Zatem decydujące są osobiste doświadczenia, trochę plotek osiedlowych i pragmatyzm (kto nie rozumie „biedy” ten w Sączu wiele nie ugra), a nie feedback z moderowanej debaty.

Reasumując, idźta ludzie głosować lub nie idźta, wedle uznania, poglądów i gustu. Tylko pamiętajcie, wszyscy umrzecie i nie ma znaczenia, czy z powodu głupoty, fanatyzmu czy benzo(a)pirenu.

ZDJĘCIE: archiwum własne – zniszczony plakat kandydatki, ul. Szujskiego dnia 23.10.2018