Dawno dawno temu, na smogiem jeszcze niepachnącej Sądecczyźnie, trwała sobie niezłomna wieś Żmiąca. Nie byłoby nic dziwnego w bogobojnym istnieniu owej osady, gdyby nie fakt, że jest to jedno z najlepiej przebadanych socjologicznie miejsc w Polsce. Nic a nic, by taka Żmiąca nas nie obchodziła, ale czytamy opasłą kobyłę autorstwa Michała Łuczewskiego pt.: Odwieczny Naród. Polak i katolik w Żmiącej.

„Najbardziej konserwatywna wieś w Polsce? Takie stwierdzenie może wydawać się na wyrost, ale tylko do momentu, gdy odwiedzimy Żmiącą. Jeśli bowiem weźmiemy pod uwagę wskaźniki religijności i poparcia dla prawicowych partii, przekonamy się, że w całej Polsce Żmiąca jest pod tym względem niemal bezkonkurencyjna. To zaś przekłada się bezpośrednio na specyficzną, tradycyjną, narodowo-katolicką atmosferę wsi, którą trafnie opisują słowa: Tam się człowiek napije, nadysze ojczyzny. Oczywiście nie każdy człowiek i nie każdej ojczyzny”.

Obserwując ukradkiem wyborczy cyrk w Sączu, skojarzenia z książką Łuczewskiego pchają się, wyskakują i walczą o podium trafności.

Zatem, co to się ostatnio na tej ziemi jałowej odpierdoliło. W tym roku, 11 listopada obchodzimy 100-lecie odzyskania niepodległości. Jak się okazało, dla całej machiny państwa (polityków, mediów rządowych i tych radosnych fundacji z przymiotnikiem „narodowy”) sporym zaskoczeniem okazała się data tej rocznicy. Jakoś tak wyszło, że miłościwie nam panujący odkryli kalendarz jakieś 2 tygodnie temu (zgodnie z postępem cywilizacyjnym, w następnej kolejności, oczekujemy na wynalezienie druku). Z tego miejsca pragniemy pozdrowić wszystkich obywateli mających umówione wizyty u lekarzy i inne takie.

Do brzegu.

Nowy Sącz dumnie wypiął swą patriotyczną pierś i włodarze nie omieszkali dorzucić kilkuset tysięcy PLN (ponoć 250 tys.) i ufundować pomnik marszałka Piłsudskiego oraz Kasztanki. Naczelnika na koniu uroczyście otwarto i przy udziale samorządowców oficjalnie pochwalono, upamiętniono i poklepano się wzajemnie po plecach.

Nie mamy pojęcia kto jest autorem tego mema, ale można go znaleźć m.in. tu – https://demotywatory.pl/1567552/Zamiast-Kasztanki.

Dzień później, tego samego Marszałka oraz Kasztankę odwiedził i uroczyście się zachwycił premier narodu polskiego, w towarzystwie wiernych wasali, a zwłaszcza kandydatki na stolec miejski. Wśród wybranych, składających hołd lenny, zabrakło władz lokalnych. Nie dmuchając balonika arogancji, można zapytać „jak to tak?”. Jak to premier całego narodu ma w głębokim poważaniu samorządowców (takich, co to ich ponoć mieszkańcy kiedyś wybrali)? W sumie to za pomnik zapłacili mieszkańcy, przy błogosławieństwie rady miasta. Nie, nie byli jego rodzicami kandydatka, ani jej kontrkandydat.

I wracamy do Żmiącej z długim cytatem

„Największa przeszkoda polegała, na tym, że konflikt między polskimi panami a chłopstwem nieustannie się zaostrzał. Z jednej strony pod panowaniem austriackim wieś galicyjska odzyskiwała swoją podmiotowość, stając się aktywnym graczem w sporze z dworem. Z drugiej zaś – zwiększała się podmiotowość samego dworu, który w porównaniu do dawnej Kamery, prowadził wobec chłopów bardzo surową politykę. Władza dworska była o wiele bardziej arbitralna, nieprzewidywalna i bezlitosna. W egzekwowaniu pańszczyźnianych należności jej urzędnicy nie czekali na wyrok sądu, suto rozdzielając baty, a nawet dopuszczając się pospolitych przestępstw, o czym wcześniej nie słyszano. Pańszczyzna stawała się więc dla poddanych tym bardziej upokarzająca i dotkliwa. Zarówno brutalne postępowanie dworu, jak i opór wsi wspierało państwo austriackie, co powodowało eskalacje konfliktu. Podstawową przyczyną sporu między chłopami a panami były zwiększające się możliwości działania wsi przy jednoczesnych próbach ich ograniczenia. Właśnie na tym tle wybuchała większość rewolucji chłopskich w imperium Habsburgów.”

Przedstawiciele partii mówią do obywateli ich językiem, językiem rabacji galicyjskiej. Przez 8 ostatnich lat panowie Was chłostali VATem i krew Waszą polską pili. A my tym panom porachujem kości. Ta retoryka świetnie się sprawdza w Sączu. W mieście milionerów większość „chłopstwa” zarabia najniższą krajową, więc naturalnie nienawidzi pracodawców.

Przy okazji wizyty aktywu partyjnego, w tej narracji dało się jednak zauważyć rysy. Pomijając fakt niewłaściwego biznesowego pochodzenia premiera, na pierwszy plan wybija się marzenie o systemie folwarcznym. Czego się dowiedzieli mieszkańcy: że jeśli nie przyjmą z pokorą woli partii, nie dostaną ochłapów z inwestycyjnego stołu. Tak, tak. Jeśli wola partii jest Wam niemiła, nie będziecie godni poruszać się po szerokich szosach (1.5 km łącznika wciągu 3 lat?!), ani ogrzewać w blasku tronu, ani strzelać fot z nadobnymi dworkami.

Tym sposobem skończyła się chyba skala arogancji i buty. Skoro ilość pieniędzy regionalnych uzależniona jest od „jedyniesłusznego” wyboru, to jaki jest sens płacenia podatków? Jaki jest sens utrzymywania demokratycznej fikcji? Nie przyjmujemy argumentów, że „przez 8 ostatnich lat…” Skoro wtedy było źle, to przez 3 ostatnie lata miało być dobrze.

Co po drugiej stronie sądeckiego szamba?

W zasadzie nic nowego. Kontrkandydat raczył się lekko zreflektować, że czułe pocałunki z nacjonalistami, może i podnoszą słupki poparcia, ale wizerunkowo plamią brunatną szminką. Nie ma jednak tego złego, czego nie dałoby się wyklepać z niedawnymi konkurentami w kuluarach. Nie dotarło jednak do niego, że pracując zmianowo w fabryce kurczaków za tysiącosiemsetpeelenów, to jakby chłopstwo staje się nieufne wobec ekonoma. Gmin zaakceptowałby nawet te szczytne pakty patriotyczne i inne „bijżyda”, ale neoliberalnego pierdololo nie zniesie.

Powyższe rozważania nie mają wskazać rozwiązania. Skoro Sądeczanie dają się traktować jak bydło, zarówno przez feudała, jak i ekonoma, to pozostaje wybór miedzy złym i gorszym. Jak dla nas „panowie powinni se sami łąki kosić”, więc nie pomożemy. Mamy tylko nadzieję, że podejmiecie świadomie decyzję o tym, czy bliższy Wam cysorz, czy ekonom.

ZDJĘCIE: „Rzeź Galicyjska” Jan Nepomcen Lewicki