Strategiczne decyzje inwestycyjne mają się nijak do potrzeb mieszkańców. Konsultacje społeczne zmieniają się w audycję Radia Erewań – nie budują a projektują i nie park a amfiteatr.

Nowy Sącz jako „zielone miasto” rozwija się od zimy 2015 roku. Wzmianka o wdrożeniu programu “Zielone Miasto” przewinęła się przez urzędowe dokumenty strategiczne (wraz z chwytliwymi hasłami:  rewitalizacji przestrzeni publicznej, budowania koalicji społecznej itp).

Sącz ze swej natury posiada rzekę, a nawet dwie (pomijając drobniejsze cieki wodne). Jak to się ładnie pisze:

fronty wodne w miastach przechodzą dziś dynamiczny okres przemian strukturalnych, organizacyjnych i przestrzennych. 1

Nic więc, dziwnego, że ku zazdrości statystycznego mieszkańca zabetonowanego miasta Łodzi, nasi włodarze postanowili te walory frontów zrewitalizować i poprawić samopoczucie mieszkańców. W strategii rozwoju czytamy2:

Rewitalizacja terenów rekreacyjnych poprzez zagospodarowanie terenów zielonych, w tym brzegów rzek, zwłaszcza rzeki Kamienica jako terenu rekreacyjnego – Program „Zielone Miasto” (we współpracy z administratorami cieków wodnych). Obszary zielone są naturalnym sprzymierzeńcem starań o poprawę jakości życia mieszkańców. Mają duży wpływ na samopoczucie mieszkańców i stanowią zwyczajowy teren rekreacji, dlatego też konieczne jest podjęcie działań ukierunkowanych na ich zagospodarowanie. Ważnym jest również, aby inne działania podejmowane w Nowym Sączu do roku 2020 były komplementarne z tym projektem. Szczególną uwagą w tym zakresie należy objąć odpowiednie urządzenie i pielęgnację terenów parkowych, m.in. Plant Miejskich, Parku Strzeleckiego, brzegów rzek, zwłaszcza Kamienicy, zieleńców na osiedlach mieszkaniowych. Szczególną uwagę należy zwrócić na zagospodarowanie brzegów rzeki Kamienicy jako rzeki płynącej przez środek miasta i tworzącej naturalne miejsce rekreacji sądeczan. Zagospodarowanie Parku Strzeleckiego będzie elementem inwestycji, polegającej na zagospodarowaniu brzegów Dunajca, tzw. Sądeckiej Wenecji, co w sposób znaczący przyczyni się do poprawy warunków życia mieszkańców i podniesie atrakcyjność turystyczną miasta.

,,Sądecka Wenecja” to pomysł zagospodarowania terenu międzywala poprzez m.in. budowę kompleksu rekreacyjno-sportowego. Dość szybko, bo już na etapie konsultacji społecznych strategii rozwoju, mieszkańcy wyrazili swoją dezaprobatę dla “Wenecji”. Ślad po tym sprzeciwie to enigmatyczna grafika w cytowanym dokumencie strategicznym.

Zapewne wpływ na to miały szumne założenia projektowe z równie pokaźnym budżetem. Sprawa Wenecji obfitowała w dramatyczne zwroty akcji.  Walka o decyzje związane z ochroną środowiska była z góry skazana na niepowodzenie. Ponad 4 miliony złotych to koszt samej dokumentacji projektowej, na którą wydano, jak dotąd “tylko” 2. I sny o potędze… o kajakarzach na olimpiadach, wykluczonych społecznie sądeckich dzieciach zażywających kąpieli wodnych i słonecznych, srebrnej gospodarce przechadzającej się równymi alejkami Parku Strzeleckiego, dewizowych turystach.

I dlaczego malutki Briajanek wraz z rodzicielami, Pani Halinka i szastający euro turysta, nie chcą żeby im poprawiać samopoczucie, odkluczyć społecznie i dostarczyć tlenu terenów zielonych? Może przeciętny Sądeczanin docenia dzikość frontów wodnych? Zawsze to można w krzakach ognisko zapalić, piwo wypić?

Sądeczanie dostrzegli zapewne, że Wenecja będzie miała wątpliwą użyteczność. Nie, nie chodzi tu o prymat spraw przyziemnych i argument środków publicznych dla “biednych dzieci”.  Po prostu, naród wyczuwa nonszalancję i brak logiki w podejściu do zagospodarowania miasta.

Nawet, przy założeniu, że „pincet miljonów” można wygospodarować ze środków miasta i UE, to co łączy Wenecję z innymi miejscami spędzania czasu wolnego? Ano nic. Sącz usiany jest wysepkami tzw. terenów rekreacyjnych. Sztandarowym przykładem są siłownie na świeżym powietrzu. Montowanie kilku urządzeń do ćwiczeń to jeden z większych idiotyzmów „rewitalizacyjnych”, bo projektuje je ktoś bez pojęcia o treningu fizycznym. Kolejne punkty to: kilkusetmetrowe odcinki tras rowerowych (razem 12,5 km długości!3), wykostkowane mikrobulwarki, osławiony Park Sportów Miejskich (niby unia dała, a bilecik złotówkę), tzw. plaża miejska.

Problem w tym, że tych rekreacyjnych wysypek nic nie łączy. Co najwyżej niewykorzystany potencjał. Miejscowi nie doceniają raczej walorów innych niż estetyczne. Remontuje się, bo będzie ładniej, remontuje, bo Unia daje na to kasę i coś z nią trzeba zrobić, nie trafiając najczęściej w prawdziwe potrzeby mieszkańców, a nawet je lekceważąc. Mimo ogólnikowej wizji „zagospodarowania” terenów zielonych, decyzje inwestycyjne wydają się rządzić prawem chaosu i pobożnych życzeń.

Mam wrażenie, że PR dotyczący tej inwestycji ma jedną, podstawową wadę – traktuje mieszkańców jak idiotów. Nie mam pojęcia, skąd upór włodarzy w realizacji utopijnego, megalomańskiego projektu. Nie chodzi tu o zasadność zagospodarowania nadbrzeżnych krzaków i pseudobulwarów. Zakładam, że koszt zrewitalizowania samej przestrzeni Parku Strzeleckiego mógłby być niższy niż koszt dokumentacji projektowej, a realizacja najpierw małego zadania – odnowienia zdewastowanego parku, ułatwiłaby pozyskiwanie środków unijnych. I pokazała, że urzędnicy mają sensowną koncepcję na udostępnienie ludziom przestrzeni miejskiej.

Ale, ale…pamiętajmy:

„Wenecja odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa. To jest Wenecja na skalę naszych możliwości. Ty wiesz, co my robimy tą Wenecją? My otwieramy oczy niedowiarkom. Patrzcie mówimy – to nasz, przez nas wykonane i to nie jest nasze ostatnie słowo.”

 

  1. Joanna Szwed , Współczesna rola bulwarów w mieście, www.pif.zut.edu.pl/pif-16_pdf/C-07_Szwed.pdf.
  2.  Strategia Rozwoju Miasta Nowego Sącza 2020+.
  3.   Stalowa Wola, wg. danych z 2014 roku, posiada 35,5km tras rowerowych miejskich, na ponad 62 tys. mieszkańców.