Eksperci usiłują dyskutować z antyszczepionkowcami na argumenty. Ludzi nie przekonują fakty, a idee, które za nimi stoją. Utopijne wizje szczęśliwego świata rozsławiły już drugą ofiarę sądeckich znachorów, w skali całego kraju, a Ośrodek Niekonwencjonalnej Terapii Antynowotworowej wciąż działa w okolicy Nowego Sącza. Przyjrzyjmy się genezie mitów medycyny niekonwencjonalnej.

MIT nr. 1. Ekologiczny

Dawno, dawno temu, za górali i lasami…

żyli nasi dziadowie i prababcie. W zdrowiu, szczęściu miłości, a nade wszystko poczuciu bezpieczeństwa wyznaczanym przez nienaruszone prawa natury. Zbierali ziółka, jedli nienawożoną żywność wyhodowaną własnymi rękoma. A oddychając świeżym powietrzem radowali płuca, w które nie zagnieżdżał się nowotwór.

Chwileczkę…Przecież umierali na zapalenie płuc!

Nieokiełznana natura nie daje bezpieczeństwa. Każdy to niby wie wybierając się w góry, na pełne morze, a nawet do ciemnego lasu. Powodzie, trzęsienia ziemi i huragany dziś sieją spustoszenie, a kiedyś zalewając pola skazywały na głód i śmierć. Dzika natura jest bezwzględna dla człowieka. Niewyposażeni w technologię i naukę możemy jej z grubsza i z miejsca, służyć jako nawóz pod lepiej przystosowane paprotki.

Całymi wiekami właśnie nauką starano się temu przeciwstawić. Ginięciu na byle grypę, czy ospę całymi rodzinami. Ludzie pracowali nad wynalezieniem sposobu okiełznania natury, by nie była dla nas tak zabójcza. A to, że przy okazji wpadali czasem na kiepskie pomysły, które przynoszą więcej szkody niż zysku, to skutek uboczny. Częściej tylko nam się zdaje, że dokładamy do tego więcej niż zyskaliśmy. Może przetwórstwo żywności za pomocą środków konserwujących nie jest idealne, ale ostatecznie przy dobrze zorganizowanym systemie dystrybucji i systemie społecznym, pozwoliłoby uniknąć śmierci głodowej ludziom na całym świecie. Pomogło zlikwidować niedożywienie w naszej szerokości geograficznej. Przemysł niszczy Ziemię, ale z drugiej strony, pozwolił człowiekowi np. na przekraczanie prędkości przemieszczania się, na to, żeby zakup butów na zimę, czy mebli nie był poza zasięgiem większości, odciążył w każdej pracy fizycznej i domowej.

Mamy więcej czasu, żeby cieszyć się życiem, ale ponosimy też koszty. Tych kosztów nie zniweluje jednak stronienie od nauki i rzucenie w ramiona zabobonów, ale rozsądna polityka ekologiczna i solidarna współpraca państw w tym zakresie. Jeśli więc chcesz coś zrobić dla siebie, dzieci, świata, działaj organizacji zajmujących się ochroną środowiska zamiast tracić czas w kolejce do szarlatanów.

Mit nr. 2. Społeczny

Dawno, dawno temu, w tych samych lasach i górach co i my, żyły nasze babki i pradziadkowie. Pędzili ten żywot bezpiecznie i cudownie, bo poza rytmami natury, rytm życia wyznaczała im poukładana społeczność, w której było wiadomo kto jest dobry, a kto jest zły. Wśród nieprzekraczalnych praw i zasad, każdy kto je naruszał był wykluczany lub skazywany na straszna kare, więc prawie nikt się nie odważył i ludzkość sielsko, anielsko rodziła się, pracowała i umierała. Modląc i świętując każdy tak samo. Przyszła nauka, postęp i wszystko zniszczyła. Dlatego należy z nią walczyć przywracając pierwotny ład.

Powiedzmy, że nawet bardzo mocno katolicy mają chyba w pamięci jak święci wyprowadzali emigrantów (Żydów) z ,,domu niewoli”. A na terenach Nowego Sącza bywało potem znacznie większe zamieszanie. Etniczne, narodowościowe. Co kilkadziesiąt lat najazdy, zmiany granic, wojny. Tylko, że uciekać nie dało się więcej niż 30 km na godzinę (jeśli już ktoś miał konia, bo jak nie to pieszo średnio 5 km), a kiedy wróg już dotarł ginęło się nie z powietrza, lecz twarzą w twarz.

Bez możliwości zwołania grupy rudych na Fejsie, ludzie inni jak ci o koślawych kolanach lub pozbawieni ręki, mogli najwyżej cierpieć, albo manipulować, żeby unikać codziennego, bezpośredniego ostracyzmu. Wielu zapewne marzyło, żeby tak nie robić tego co ojciec, dziad, żeby być wolnym i decydować lub żeby córkę też przyjęli na uniwersytet, żeby nie była inkubatorem. Przyszedł postęp i dziś nawet bardzo prości ludzie potrafią zwykle czytać i mają trochę ogłady. Przestępstwa się zdarzają, ale brutalne egzekucje nie są już publiczną uciechą.

Rzecz w tym, że nauka poszła tak mocno do przodu, że jedna osoba, nie jest w stanie wiedzieć wszystkiego. W większości dziedzin musi zaufać specjalistom. A to zaufanie nie przychodzi łatwo. Tym bardziej, jeśli wiemy, że lekarze lub farmaceuci zamiast wiedzą kierują się klauzulą sumienia, a opieka medyczna w Polsce pozostawia wiele do życzenia. A niektórzy przedstawiciele lekarzy owszem, są dodatkowo przekupni. Tak było, będzie i raczej tak już zostanie. Taka natura ludzka.

Mit nr. 3. Wiara czyni cuda

Dawno temu żyli prorocy, którzy leczyli chorych i rozmnażali pokarm. W ich następstwie pojawili się święci o tajemnych mocach. Jeśli ktoś bardzo mocno wierzy, jego pragnienia zostaną spełnione. Tak twierdzą również współcześni kołczowie, czyli spece od ,,Potęgi podświadomości” i lokalni znachorzy leczący modlitwą lub „cudowną” amigdaliną.

Czy gdyby to było takie proste medycyna kiedykolwiek by się rozwinęła? Czy tysiące naukowców opracowywałoby te wszystkie drogie aparatury i mikstury, jeśli modlitwa lub sproszkowany ogon szczura miałyby jakąkolwiek potwierdzalną statystycznie skuteczność? Raczej nie.

Od innej strony – czy jeśli Bóg stworzył człowieka ze zdolnością do abstrakcyjnego i logicznego myślenia, to jednocześnie oczekiwałby, że nie będzie z tego korzystał?

Psychologicznie udowodniono jedynie, że wiara poprawia poczucie szczęścia, czy jakości życia. Jest jak naturalne opium i tylko w tym zakresie warto z niej korzystać. Kiedy brakuje nadziei na to, że lekarze zachodniej medycyny nie wyczerpali jeszcze wszystkich możliwości w trudnym przypadku.

Zdjęcie: Grigorij Miasojedow ,,Znachor”