Relacja z XXX sesji rady miasta, 2 czerwca 2020

2 czerwca odbyła się druga część XXX sesji rady miasta Nowego Sącza. Kontynuowano temat standaryzacji w sądeckich szkołach, sprawę tzw. bonu oświatowego. W sumie to prawie 10 godzin dyskusji radnych na ten oczywisty temat.

To dziwne, ale nie zaskakujące, ponieważ standaryzacja stała się niestety polem kolejnej bitwy: Handzel i akolici versus PiS-owska większość w radzie miasta. Opinie i głosy rozłożyły się symetrycznie, co kompletnie nie dziwi, bo takie rozkłady głosów mają miejsce od samego początku tej kadencji rady. W zasadzie to wszystko co PH proponuje natrafia na veto PiS-wców. To już standard, a nawet… standaryzacja po sądecku.

Trudno podpowiadać PH rozwiązanie, ale może stosowałby prosty fortel. Otóż, jak chce coś przeprowadzić przez radę, to przedstawia projekt odwrotny do pierwotnie zamierzonego. Najlepiej aby ten projekt z trybuny przedstawił prezydent Bochenek. I co wtedy? PiS-owcy z pewnością zgłoszą coś odwrotnego, przemówi zapalczywie radny Kądziołka; radny Piech intelektualnie wskaże wszystkie mankamenty i generalną niedorzeczność pomysłu; radny Głuc będzie nawet za, a w sumie to przeciw, radna Cabała znajdzie dziurę w całym. No ale wtedy może pojawi się pomysł odwrotny i o to idzie właśnie. Bingo! Gdyby Bochenek przedstawił projekt odwrotny do standaryzacji w sądeckich szkołach, to już dawno byłby przegłosowany, a tutaj klops. Rozwiązaniem na pat w radzie może być inwersja –totalne odwrócenie, tzw. podwójny nelson.

Przy okazji dyskusji o standaryzacji mieliśmy także spektakularne występy radnych. Radny Czernecki stanął w obronie nauczania języka francuskiego, jak onegdaj, we Wrześni, dzieci stanęły w obronie języka ojczystego. Bronił niezmordowanie koncepcji kół zainteresowań, kapeli sądeckich, koła jeździectwa. Przyjął postawę Rejtana, a jego występy były wstrząsające. Radny Głuc tylko sam siebie rozumiał, a może i nawet przestał siebie rozumieć. Radna Cabała zwyczajowo roztrząsała zagadnienia prawa pracy, całkowała etaty. Ech, tego się słucha…

Obrady prowadziła przewodnicząca Mularczyk. Przez bodaj dwie godziny radni mówili nie na temat, bo nie o szkołach, nie o standaryzacji, tylko o Pałacu Młodzieży w Rynku, ale przewodnicząca  nie reagowała. Dlaczego? No bo wtedy radny Czernecki miażdżył prezydent Majkę. Dla przewodniczącej nieważna była treść wypowiedzi, trzymanie się tematu, ważny jest łomot, jaki otrzymuje PH i jego ludzie. Radny Zegzda uporczywie protestował, ale było to wołanie na puszczy.

Na radzie miała miejsce dość klasyczna scysja, która rozgrzała emocję. Radny Czernecki, atakując prezydent Majkę, zbudował niesamowite zdanie. Trzeba je zacytować dosłownie: Nie wiem czy pani to wynika z pochodzenia swojego rodzinnego, że jak ktoś pytał, to wskazywał? Nie rozumiem tego za bardzo, skąd u pani tyle złości, wobec mojej osoby?

No i zaczęło się, fala protestów i oburzenia, że Czernecki atakuje rodzinę prezydent Majki, a tego czynić nie można, że to niegodne, itd., itp. Rodzina to święta sprawa, szczególnie na Sądecczyźnie. Były liczne cytowania ewangelii, przykazań boskich i kościelnych. Tak, laicyzacja sądeckiej rady postępuje wolno, ale wszystko wymaga czasu. Radny Prostko zaapelował wreszcie: Arturze, mój przyjacielu, przeproś! Apelowali inni, ale radny Czernecki się nie ugiął. To jednak twardy zawodnik.

W gruncie rzeczy, co takiego powiedział radny Czernecki? Po prostu chciał coś innego powiedzieć, a powiedział co powiedział. Ale radnemu to się ciągle zdarza. Radny Czernecki ma przecież dość frywolny stosunek do znaczenia słów i polskiej gramatyki, eufemicznie mówiąc. Tym razem chciał zwrócić prezydent Majce, że tzw. dobre wychowanie wymaga odpowiadania na pytania, które on zadał w interpelacji, a uważał, że takich odpowiedzi nie otrzymał. Dlatego grzmiał i niewybrednie chciał zarzucić prezydent Majce – brak wychowania. A że wychowuje rodzina, to dlatego użył pokracznego zwrotu „pochodzenia swojego rodzinnego”. Inna rzecz, że sam pokazał, że nie jest dobrze wychowany, utrzymując ten dość niezgrabny i pretensjonalny sposób polemizowania i spierania się. Dawniej mówiło się: jesteś pan chamem i basta. Ale może i dobrze, że się kluczy, a nie wprost wyzywa. A może lepiej zrezygnować z tego taniego moralizatorstwa?

Ta awantura pokazuje wyraźnie, że mamy na radzie swoisty symetryzm. Kilka dni wcześniej grzmieli PiS-owcy, gdy prezydent Bochenek zarzucił Wojciechowi Piechowi, że nasyła na miasto kontrolę z UM w Krakowie. Tym razem stało się odwrotnie, protestowali radni sprzyjający PH. Różnie to nazywają, jedni: burzą w szklance wody, inni: koperkową aferą. Ale tak się dzieje często w tej kadencji rady. Ale to zawsze: ubarwia, rozwesela, rozczula, zastanawia, ale i takie „afery” zachęcają do oglądania sesji rady.

Radny Hojnor wygłosił patetyczną laudację na cześć prezydent Majki. Trzeba jednak uważać, gdy się popada w patos. Zachowywanie umiaru to umiejętność, do której zachęcał już Arystoteles. Może i radny Hojnor miał nawet rację chwaląc prezydent Majkę. Ale w tym miejscu warto się zastanowić i zapytać: co robiłaby pani Majka, gdyby wybory prezydenckie w Nowym Sączu wygrał Leszek Zegzda, a nie Ludomir Handzel? Różnie mogłoby być, ale prawdopodobnym jest i to, że teraz pani Majka, wraz z Michałem Kądziołką, organizowałaby lokalnie kampanię na rzecz reelekcji prezydenta Dudy. Różnie się losy ludzi układają…