Sesja rady była długa i mocna. Mamy skojarzenia filmowe. Powiedzmy wprost: są w Sączu prawdziwe Gwiezdne Wojny. Istnieją dwie strony sporu, który trwa od 1,5 roku, od wyborów samorządowych. Każda ze stron chce być Rebelią, nikt nie chce być Imperium. Każda ze stron przedstawia drugą stronę jako Imperium. Jest kliku kandydatów do bycia Skywalkarem. Ale jaki tytuł dać tej sądeckiej części Star Wars? Proponujemy – Morderczy Klincz.

Tak, mamy filmową, epicką infantylizację. Na pocieszenie można powiedzieć, że w kampanii prezydenckiej 2020 także odbywają się Gwiezdne Wojny; w listopadzie w USA także będziemy mieć amerykańską wersję SW. Kampanie wyborcze mają bowiem dzisiaj taki prosty mechanizm, mechanizm walki dobra ze złem, który każdy musi zrozumieć.

W istocie rzeczy, o co idzie ta gra w Sączu? O to, kto odpowiada za brak współpracy pomiędzy pisowską większością w radzie, a koalicjami obozu prezydenta Handzla. Stawka jest wysoka. Brak współpracy to uwiąd miasta, za który jedna ze stron ponosi odpowiedzialność. Tylko, która strona ją ponosi? XXXI sesja rady daje pewne wyjaśnienie.

Dyskutowano o absolutorium dla Prezydenta Ludomira Handzla. Długo trwała ta dyskusja, mimo że wynik od samego początku był do przewidzenia. Pisowska większość nie da absolutorium po raz drugi z rzędu i zamanifestuje opinię, że PLH jest fatalnym prezydentem i że to im się należy ta prezydentura, a PLH został wybrany przez przypadek. To jest główne trofeum, taka właśnie opinia, która otworzy drogę do obalenia PLH.

Wszystko wiemy zatem już na samym początku rady. Podobne założenie przyjął reżyser znanego serialu kryminalnego Columbo. Tam także od razu znamy mordercę, ale jakże fascynujące jest obserwowanie dochodzenia cwanej gapy – siermiężnego porucznika Columbo. Spróbujmy przeprowadzić podobne „dochodzenie”.

Przez około 9 godzin obóz pisowski atakował PLH zarzucając mu wszystko złe, co możliwe w zarządzaniu miastem. Wykazywał się w tym dużą fantazją, która często graniczyła z groteską. Zwolennicy PLH odrzucali zarzuty, podawali przykłady, ale byli w defensywie, chociaż czasami mocno kontrowali.

Wszyscy radni próbowali być merytoryczni. Zresztą, słowo „merytoryka” robi wielką karierę na radach w Sączu. Słowo to jest tak nadużywane, że staje się swoją karykaturą. Jak sądeccy radni wzywają do merytoryki, to: zęby bolą, uszy pieką i dreszcze chodzą po plecach.

Obradowanie nad absolutorium miejscami przeradzało się w awanturę i pyskówki w pretensjonalnym trybie ad vocem do ad vocem. Karierę robi wyrażenie – „wycieczki osobiste”.  Nie wiadomo dlaczego to wyrażenie, ta metafora, przypadła do gustu w zasadzie wszystkim radnym. Można by było to tłumaczyć czasem letnim i tęsknotą za wakacyjnymi wycieczkami, ale wyrażenie jest popularne od dawna, w słotę i w mróz. Ta dość dziwna metafora jest mocno pretensjonalna, podobnie jak nawoływanie o merytoryczność. Dlaczego pewne metafory robią taką karierę?

Radni w Sączu nie życzą sobie wycieczek osobistych, czyli aby o nich, albo do nich mówił inny radny. Oburzają się bardzo, co jest przyczynkiem do uporczywych ad vocem. To w sumie bywa mocno zabawne, tworzy regres ad vocem i swoiste pętle ad vocem. Nikt nie mierzył jeszcze rekordu. Ale jedna z serii trwała chyba 1,5 godziny.

Tak, obecni radni są mocno przewrażliwieni na swoim punkcie. Radny Czernecki z pewnością jest liderem ad vocem, jest szczególnie zapalczywy. Psychologowie twierdzą, że przewrażliwienie na swoim punkcie, indukujące zapalczywość, jest najprostszym dowodem kompleksów.

Gdzieś się kończy polemika, a zaczyna zacięta seria ad vocem, na tak zwany rympał. Rada przeobraża się wtedy w arenę prawdziwych gladiatorów fechtujących nawet nie mieczem, ale raz kłonicą, innym razem kociubą. Czasami jest śmiesznie, czasami żenująco, bywa, że zwyczajnie głupio. Trzeba też przyznać, że czasami ktoś coś mądrego powie. Jest kompletne przemieszanie: treści, znaczeń, wartości, celów. Jedynie emocje są podobne.

Wracając do metafory Gwiezdnych Wojen, pojawił się kandydat z obozu pisowców na Skywalkera. Kto mógł nim być inny, jak nie niezłomny radny Czernecki. Otóż wystąpił do PLH z konstruktywnym wnioskiem: współpraca pisowskich radnych w zamian za głowę Bochenka. To mocne i symboliczne odwołanie do słynnej propozycji z Bliskiego Wschodu: ziemia za pokój.

Czy taka jest obecnie dramatyczna sytuacja w Sączu, że odwoływać się można do historycznej sytuacji na świętej ziemi przy Jeruzalem? W sumie to dumny może być prezydent Bochenek, że stał się częścią takiej dychotomii. To znaczy, że dużo waży, jest ciężki.

A gdyby tak PLH zaproponował pełną współpracę z obozem pisowskim w zamian za głowę radnego Czerneckiego? Ale byłaby to tylko pozorna równowaga. Dobrze jednak, że PLH takich propozycji nie składał. Lepiej unikać pewnych konkurencji. Powstrzymamy się także od porównań prezydenta Bochenka i radnego Czerneckiego.

W sumie to ta batalia z rady miasta miała finał już po obradach rady. PLH nie otrzymawszy absolutorium, postanowił to wykorzystać i złożył inicjatywę zorganizowania referendum rozstrzygającego, czy powinien nadal pełnić role prezydenta. Powstała także inicjatywa referendum odwołująca radę miasta. PLH opowiedział się za tymi referendami. 

Pisowski obóz czegoś się wystraszył i oświadczeniem radnego Kądziołki skrytykował obydwa referenda, że to jest niegospodarne i jeszcze kilka takich standardowych uników politycznych. Tym samym rozstrzygnął dylemat, kto stanowi prawdziwą obstrukcję w mieście w lipcu 2020. Nie będzie obalania PLH na razie, jest za to wywieszenie białej flagi przez pisowców. Po radości z nieudzielenia absolutorium przyszedł prozaiczny kac.

Referenda się nie odbyły, a tak jakby się odbyły. Politycznie wygrał je obóz PLH. To jedne z najtańszych referendum w historii działań politycznych w samorządzie miejskim. Jak powiadają znawcy polityki, warto czekać, aż … trupy wrogów same spłyną rzeką. PLH tylko wykorzystał sytuację.

Nie nam radzić obozowi pisowskiemu, ale gdyby posiadali umiejętności szachowe, to wiedzieliby, że należy przewidywać kilka ruchów do przodu, a nie tylko jeden ruch – nie dajemy PLH absolutorium. Po takim ruchu, trzeba zadać sobie pytanie: co wówczas zrobi PLH? On to właśnie zrobił bez trudu. Po piłkarsku, otrzymał podanie na polu karnym od obrońcy drużyny przeciwnej i strzelił zwyczajnego gola, obok słupka. W zasadzie to gol samobójczy ze strony drużyny pisowców. 

Co by się jednak stało gdyby pisowscy radni udzielili absolutorium PLH? To ciekawe posunięcie i daje możliwości. Wtedy mogliby przedstawić listę oczekiwań, trudnych do spełniania dla PLH, ale chwytliwych dla mieszkańców Sącza. PLH, gdyby ich nie zrealizował, to on ponosiłby odpowiedzialność za brak współpracy. Wtedy radni pisowscy i sam Kądziołka mógłby triumfować. A tak to jest klops. PLH ma prawo do zadowolenia, okazywał je zresztą w wywiadach. Trochę zbyt egzaltowanie…

Taka jest niestety polityka, że uzyskuje się przewagi, albo się je traci. Szkoda jednak, że w naszym Sączu pojawiła się polityka (politykierstwo?). Szkoda, że interes miasta i mieszkańców jest wtórny, a oni mają w zamian tylko niezdarne polityczne szachy, a w sumie warcaby rozgrywane przez porywczych zawodników.

Porucznik Columbo nie miałby wiele pracy przy tym dochodzeniu. Jest trup, ale nie ma zbrodni doskonałej, jest za to partacka, mokra robota. Jednak metafory filmowe, szachowe i piłkarskie są lepsze, bo estetyczne.

Pominęliśmy didaskalia, było ich wiele na tej radzie. Komizm niektórych sytuacji trochę wynagradza mozolne ślęczenie na obradach rady. A może na to warto poświęcić osobną korespondencję z XXXI rady miasta Nowego Sącza? Tak do śmichu, ku pokrzepieniu serc.

Korespondent KOGUT

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x