Zagłębie milionerów, cud gospodarczy, mocny punkt na mapie polskiego biznesu – to standardowe hasła pojawiające się w kontekście Nowego Sącza.

Nie da się ukryć, że liczby nie kłamią i ilość lokalnych przedsiębiorców, mogących się poszczycić miejscem w rankingu najbogatszych jest spora – przeszło 100 wg. rankingu miesięcznika „Wprost” (czy innego „Forbesa”). Lokalni biznesmeni chętnie korzystają też z mechanizmów pomocy publicznej i zwolnień podatkowych. O ile mechanizmy pomocy finansowej są precyzyjnie uregulowane przez prawodawstwo, to żaden urzędnik nie wnika w warunki pracy u wspomaganego przedsiębiorcy (bo, po prostu nie ma do tego narzędzi).

W kwestii biznesu, Nowy Sącz nie może narzekać na promocję w mediach. Właściwie od czasów słynnego „eksperymentu sądeckiego”, zapoczątkowanego w 1958 roku, miasto obrosło legendą krainy zaradności i pieniędzy.

Normalnie potęga gospodarcza i taka Japonia tyle, że na południu!

Filip Springer w Mieście Archipelag (fragment, fragmenty Polskie Radio) przygląda się byłym ośrodkom wojewódzkim i analizuje specyfikę owego „eksperymentu” – wykorzystującego potencjał turystyczny i sadowniczy okolicznych miejscowości. Niestety w przypadku Springera powtarza się zasada, że im dalej od Sącza, tym mocniejszy mit jego potencjału gospodarczego.

Ale do brzegu, czyli teorii skapywania:

Teoria skapywania (ang. Trickle-down theory) lub ekonomia skapywania (ang. Trickle-down economics) – populistyczny termin na określenie polityki gospodarczej przychylnej najbogatszym lub uprzywilejowanym. Pojęcie to nie jest definiowane naukowo w ekonomii, używane jest przez krytyków gospodarki leseferystycznej, szczególnie postulatów ekonomii podaży, zgodnie z którymi redukcja rządowych regulacji finansowych, np. zmniejszenie stopy opodatkowania, prowadzi do powszechnego dobrobytu, gdyż dobra osób zamożnych są niejako redystrybuowane (skapują) w kierunku reszty społeczeństwa przez inwestycje i zwiększanie zatrudnienia 1.

Po naszemu – jeśli Marian założy firmę i zostanie „tygrysem wulkanizacji” na skalę światową (przy ulgach ze strony państwa i skarbówki), to jego bogactwo przełoży się na dobrobyt lokalny. Znaczy Marian zatrudni tubylców i dbać o nich będzie, jak o dzieciątka własne, podnosząc komfort życia całej wsi lub dzielnicy. Zmniejszy bezrobocie i zwiększy zarobki, a kolejne pokolenia znawców opon i bieżników, całować go będą w pierścień.

A jak to wygląda w warunkach sądeckich? Dane statystyczne mówią o 6,1% stopie bezrobocia, do 8,1% w skali kraju (I kwartał 2017) i 6,8% (średnia z pierwszych 3 miesięcy 2017) w Małopolsce. Pomijając ewidentnie gorszą sytuację kobiet na ryku pracy (54% spośród bezrobotnych to kobiety) – nie jest źle2.

Dla Sądeczan jednak najważniejsza jest jakość dostępnej pracy. Przeciętne wynagrodzenie w sektorze prywatnym wynosi 2851,85 PLN brutto, czyli około 2 tys. PLN na rękę (przy normalnej umowie o prace). Statystyka statystyką, ale przyjrzyjmy się bliżej dość standardowym przypadkom.

Nowy Sącz – kto i ile zarabia?

Przypadek 1.

W roli głównej: kobieta, po 40-tce, wykształcenie średnie + kursy zawodowe, historia zatrudnienia długa (usługi, gastronomia, co popadnie). Możliwości kariery zawodowej w Nowym Sączu i okolicach:

– praca w zewnętrznej firmie sprzątającej hale  Newag S.A. (uwaga milionerzy!), umowa zlecenie na 6 miesięcy, na łączną kwotę 7 tys. PLN brutto – miesięcznie ok. 1000 PLN na rękę. Praca minimum 8h dziennie, bez zakresu obowiązków, urlopów, L4. Mile widziane orzeczenie o niepełnosprawności.,

– praca na kasie w Biedrze, 1100 PLN na ¾ etatu (firma rzadko podpisuje umowy na pełen wymiar). Niestety polityka koncernu JMP (uwaga to dopiero milionerzy!) zakłada redukcję liczby załogi w placówkach, celem uzyskania większej wydajności. Czytajcie: oprócz bycia kasjerem, rozładowujesz towar, sprzątasz, tańczysz, śpiewasz i zapomnij o wizycie w toalecie.,

– liczne zajęcia nie regulowane umowami (tu przoduje sądecka gastronomia i sektor usługowy),charakter dorywczy.,

– praca w sklepie spożywczym: 1800 PLN na rękę, umowa roczna na cały etat, warunki dopiero się krystalizują.

Przypadek 2

W roli głównej: mężczyzna (lat 25), młody/kształcącysię/zewsi, studiujący zaocznie w Krakowie (studia płatne), na rynku pracy od 6 lat. Ścieżka kariery:

– jedna z większych w NSączu firm ogrodniczych, praca handlowo-usługowa, na pełen etat, umowa na czas nieokreślony, oficjalnie 1800 PLN netto, nadgodziny płatne „pod stołem”. Praca ok. 9h-10h dziennie przez 5 w tygodniu. Po 5 latach pracy, nasz student jest już tzw. pracownikiem wykwalifikowanym i otrzymuje wynagrodzenie: 2500 netto.

Przypadek 3

W roli głównej: mężczyzna (lat 36), wykształcenie wyższe techniczne, przedstawiciel handlowy firmy z sektora budowlanego.

– popularna firma dostarczająca materiały budowlane (uwaga milionerzy!). Umowa standardowa, płaca minimalna + prowizja od sprzedaży. W sezonie miesięczne zarobki ok. 
5 tys. netto, poza sezonem 1459 netto. Po przeliczeniu rocznego dochodu, miesięcznie 2,5 tys. Nieźle, tylko chłop rzadko bywa w domu.

Przypadek 4, 5, 6

W roli głównej: kobiety w przedziale wiekowym 28-44 lat.

– sądy, urzędy, szkoły, czyli  praca w sektorze publicznym. Wynagrodzenie wahające się od
2 tys. PLN do 3 tys. PLN (wliczając w to dodatki stażowe, 13-tki, „grusze” itd.). Nic w tym szczególnego, średnia płaca w sektorze publicznym to 4278,24 PLN brutto, czyli ok. 3 tys. netto. Przypominam, że w sektorze publicznym tylko stanowiska funkcyjne lub kierownicze osiągają zarobki znacznie powyżej magicznych 3 tys. Słowo klucz dla sektora publicznego to „mobbing”. Bo skoro masz Halina super pracę w urzędzie to jesteś w pełni dyspozycyjna, wedle uznania biurowego watażki. Niby są regulacje prawne i inspekcja pracy, ale kto w urzędach wypełnia rejestry godzin nadliczbowych. Druga zasada organizująca sektor publiczny to niestety nepotyzm.

Przypadek 7

W roli głównej: kobieta lat 21, wykształcenie średnie + studium medyczne, w trakcie dalszych płatnych studiów. Na rynku pracy od 3 lat, ścieżka kariery:

– sektor gastronomiczny, umowa zlecenie na pracę weekendową: 10 PLN netto/h, w rozliczeniu miesięcznym ok. 320 PLN netto

– sektor usługowy medyczny. Przychodnia stomatologiczna z podpisanym kontraktem NFZ. Umowa zlecenie na czas określony, wynagrodzenie 1200 PLN netto.

– sektor usługowy medyczny. Przychodnia stomatologiczna z podpisanym kontraktem NFZ. Praca w pełnym wymiarze, dodatkowa umowa pracodawcy z urzędem pracy na bon zatrudnieniowy, umowa na czas określony, wynagrodzenie 1600 netto.

– szara strefa, opieka nad dziećmi, brak umowy, wynagrodzenie miesięczne ok. 300 PLN netto,

Przypadek 8,9,10

W rolach głównych: mężczyźni 30-55 lat, sektor prywatny, wykształcenie wyższe techniczne.

– specjaliści. Zarobki zależne od specjalizacji i wielkości zakładu produkcyjnego (przemysł, branża IT) – wahające się od 4 – 6 tys. netto. Niestety dość niewielka grupa osób.

Po dowodach anegdotycznych, wracamy do statystyk

Bez wnikania, czy nasz hipotetyczny „tygrys wulkanizacji” to złodziej i śwagrowi nie wypłacił, a Andrzej informatyk zarabia miliony.

Wg. GUS przeciętne polskie wynagrodzenie w maju 2017 wynosiło  4391 brutto (sektor przedsiębiorstw), ale to dość niemiarodajna liczba (zważywszy na definicję przeciętnego wynagrodzenia i fakt, że nie obejmuje ona części powyższych przykładów np. umów zleceń/dzieła i firm zatrudniających poniżej 9 osób). Na potrzeby prostego (metodologicznie spójnego) porównania sprawdźmy same wartości przeciętnych wynagrodzeń w innych miastach.

Zobaczmy zatem, co w naszych ulubionych Siedlcach. Przeciętne wynagrodzenie to 3253,13 brutto, czyli nieco niżej niż w Sączu (zliczając sektor prywatny i publiczny, średnia dla naszego miasta to 3 302,29 brutto). Natomiast w Stalowej Woli nieco wyżej 3 651,26 brutto, podobnie jak w Tarnowie 3 668,76 brutto. I tak dalej, można sobie porównywać 3.

I teraz puenta: apoteoza sądeckiej przedsiębiorczości jest warta dla mieszkańca, tyle co nic. Miasto nie wyróżnia się szczególnie wysokimi zarobkami mieszkańców, za to wyróżnia się intensywnym poszukiwaniem taniej siły roboczej.

W danych lokalnego urzędu pracy, widać niesamowity wzrost ilości oświadczeń sądeckich pracodawców, chcących zatrudnić obywateli Ukrainy (około 11 tys. w 2016 roku, na chwile obecną nieco poniżej 10 tys.). Z informacji prasowej wiemy, że:

„Ze składanych w urzędzie oświadczeń wiemy, że przedsiębiorcy oferują im zazwyczaj umowy na czas określony (maksymalnie na pół roku, bo tak długo ważna jest wiza) ze stawką 1850 zł miesięcznie brutto.”4

Trywializując – genezą powstania zagłębia milionerów jest dostęp do taniej siły roboczej i  brak reakcji na kiepskie warunki pracy.

Najtrudniejszą sytuację na rynku pracy mają kobiety i młodzi (uczący się) ludzie.  Dopełnieniem obrazu przedsiębiorczości sądeckiej, będzie analiza przypadków ludzi prowadzących działalność gospodarczą. Jak zbierze się wystarczająco dużo materiału…

Najpierw ów cud gospodarczy stworzyli sami mieszkańcy  Sądecczyzny, za mało obrotni, żeby wyemigrować „za chlebem” lub nie mający innej alternatywy (zwłaszcza kobiety). Obecnie owe miliony wypracowują dla naszych Marianów – Ukraińcy. A samorządowcy robią dobrą minę do kolejnych pożyczek i wizji tworzenia stref ekonomicznych.

Sądecki rynek pracy nie różni się jakoś szczególnie na tle innych miast o podobnej wielkości i lokalizacji. Mieścimy się w średniej i dla pracowników mit „miasta milionerów” pozostaje legendą. Czy jest on także legendą dla biznesmenów, tego jeszcze nie wiemy.