23 czerwca 2020

Andrzej źle idzie w kampanii. Robi się nerwowo, bo jego przegrana może zacząć niedobry proces dla nas. Źle radzą Andrzejowi w sztabie. Gdybym ja mógł coś poradzić, ale na razie jestem ciągle w Sączu i jeszcze nie gram na dużej arenie. Nie będą mnie słuchać teraz.

Co bym doradził Andrzejowi? To co się sprawdza u nas, na sądeckiej małej scenie. Do Trzaskowskiego należy podejść w dwóch motywach. Pierwsze, to trzeba uśpić czujność i zapewniać o szacunku dla niego, a dopiero potem wypominać awarię oczyszczalni Czajka, podpisanie uchwały dla LGBT, że Rosja napadła na Ukrainę przez niego. Ludziska, wyborcy będą skołowani, ale wtedy uznają Andrzeja za wyważonego humanistę, który ma jednak także merytoryczne argumenty i punktuje Trzaskę konkretami, mimo że mocno naciąganymi. Taka operacja sprawdza się zawsze na radzie w Sączu. Mogłaby także udać się na wielkiej arenie.

A może Andrzej powinien niespodziewanie przyjechać na wiec wyborczy Trzaskowskiego i podejść do niego i podać mu rękę, tak jak ja podawałem rękę kiedyś Handzlowi i Bochenkowi na radzie? Taki zabieg zrobiłby furorę, a na pewno skołowałby elektorat niezdecydowany. Podać rękę, a potem uderzyć jakimś sprytnym „dziadkiem z wermachtu”. Jacek Kurski miał rację, że ludziska kupują takie rzeczy i głupoty.

Dzisiaj to właśnie głupota ma dużą przyszłość w kampaniach wyborczych i komunikacji z wyborcami. Nie wolno się wstydzić w mówieniu głupot, krętactw i manipulacji. Jeżeli ktoś ma obiekcje, szczypie się, to niech nie idzie do polityki, niech pracuje na poczcie, albo sadzi róże. W polityce nie można się rozczulać, taki jest świat. Taki Trump się nie patyczkował i wygrał. A lewaki niech kwiczą, niech się śmieją. To tylko uwiarygadnia przekaz.  

Kiedyś wpadł mi w rękę taki tekst pewnego amerykańskiego myśliciela, który sformułował 3 zasady myślenia współczesnych idiotów. Pisał to tak niby do śmiechu, a ja w tym znalazłem duże pokłady, które można wykorzystywać w polityce. Warto nad tym się zastanowić, ale i zacytować.

Po pierwsze, każda teoria jest uprawniona, jeśli napędza oglądalność, sprzedaż towaru, popularność twierdzeń i idei. Niby głupie, ale daje duże możliwości w polityce. Trzeba kreatywnie wymyślać. Kiedyś byli uchodźcy, szczepionki, ocieplenie klimatu. To jest na dużej arenie, ale u nas w Sączu też można coś zadziałać w tym kierunku; „kult jednostki” Handzla prawie pasuje, ale można lepiej. Na przykład, że kradną, ale jak się nie udowodni, to będą procesy. Trzeba uważać. Można też sprytnie puszczać szczura, że … prawie kradną.

Po drugie, wszystko może być prawdą, jeśli zostanie wystarczająco głośno wypowiedziane. To także jest ciekawe. Można wymyślić cokolwiek, ale trzeba głośno o tym mówić, na radzie, na wiecu, w mediach. Trzeba głośno i w kółko powtarzać. Im głośniej i częściej, to staje się to prawdą. Takie czary, jak w Alicji w krainie czarów. Jest wtedy cała premia.

Po trzecie, fakt to coś, w co wierzy duży odsetek populacji, a istotność faktu określana jest przez gorliwość wiary. To jest mocne, nam wierzy dużo ludzi, w Sączu mamy większość, trzeba tylko wymyślić fakty. W 2015 roku, w kampanii, takim „faktem” była Polska w ruinie. Co wymyślić w Sączu? A może prosto: Sącz w ruinie, za Handzla.

Wracając do kampanii, do Trzaskowskiego. Zastanawiam się czy nie zgolić zarostu, bo mam taki sam jak Trzaska. Chyba że go zostawię jednak, aby usypiać przeciwnika. Takie rzeczy mają swoje znaczenie, działają podprogowo. Plan byłby taki: wyglądać jak Trzaskowski, naśladować jego gestykulację, intonację, a mówić zgodnie z 3 zasadami idiotów, które wcześniej przedstawiłem. Dużo spraw trzeba jeszcze przemyśleć. Trzeba się tworzyć.

Tyle na dziś.

26 czerwca 2020

Andrzej był u Trumpa. Sprytna wycieczka wyborcza, ale chyba nie da tego, na co liczyliśmy. Ale jakoś też tak niezdarnie wyszło. Andrzej jest za bardzo taki usłużny, tak się składa jak scyzoryk i taki ministrant z niego. Te uśmieszki i miny nie przystoją mężowi stanu. No niby Andrzej się stara, ale to wychodzi nie tak jak trzeba. A w kampanii to ważne jest, aby ludziska patrzyły i widziały w nim mocnego prezydenta, a widzą, jeżeli nie ministranta, to wikarego.

Ja wiedziałbym jak się zachować u Trumpa. Szedłbym, nie za szybko, nie za wolno. Kroki stawiałbym raczej dłuższe niż krótsze. Linia wzroku wznosząca, głowa lekko do góry, z podbródkiem około 20 stopni. Ręce lekko spuszczone, ale nie w stylu „ruki pa szwam”. Patrzenie prosto w oczy, uśmiechy rzadkie i niepełne. No i w gabinecie owalnym trzeba zdobyć się na dużą godność osobistą, trzeba się poruszać jakby w zwolnionym tempie. Wszystkie dynamiczne ruchy świadczą o zdenerwowaniu. Trzeba przyznać, że Andrzej ładnie siedział u Trumpa, tak trochę w stylu Putina, w rozkroku. To niezłe jest, muszę taki sposób siedzenia opanować. Tylko na radzie siedzi się za stołem i nie widać dobrze, bo sukno zasłania.

Ciekawe, jak taki Trzaska zachowałby się w gabinecie u Trumpa, ale boję się, że wypadłby bardzo dobrze. Jest naturalny, swobodny, no i ten jego angielski. Ma chłopak sznyt światowy, trzeba przyznać, wychodzi z niego Warszawa i Kraków. Ale chłopakom spod Sącza nikt nie daje punktów za pochodzenie w tej grze, więc wszystkiego samemu trzeba się uczyć w pocie czoła. No ale co…damy radę!

Kampania trwa, też jakoś się przyłączam, ale szoł skradł Wicher, bo ogłosił front poparcia Andrzeja, wszyscy ważni z regionu się podpisywali, były zdjęcia. Szkoda, że ja o tym nie pomyślałem. No ale Wicher jest posłem, a ja tylko radnym. Poseł ma większe możliwości, bo to zawsze większy format niż jakichś tam radny. Poseł RP to brzmi zdecydowanie lepiej niż radny Nowego Sącza. Wybory do sejmu będą za 3 lata, a może wcześniej i wtedy się wiele może zmienić dla mnie.

Gdyby wybory wygrał Trzaska, to wybory do sejmu będą wcześniej, ale wtedy PiS będzie miał duże kłopoty. Trzeba też wiedzieć, że takie sytuacje, problemy, dla jednych są czasem złym, a dla innych dużą szansą. Oczywiście, że chce, aby wygrał Andrzej, ale gdyby było inaczej, to także trzeba to czujnie wykorzystać.

Na razie inwestuje w siebie. Postanowiłem przeczytać Spinozę. W naszej telewizji zaatakowali Trzaskowskiego tym całym Spinozą, a ja nie wiedziałem o co idzie. Zrozumiałem tylko, że to jakichś Żyd, którym podobno zachwyca się Trzaska. W sumie to mu trochę zazdrościłem, bo znowu wyszło, że taki oczytany, że wie więcej. Ja się kiedyś publicznie opowiedziałem za abp Jędraszewskim, a Trzaska za Spinozą. To ma jednak większy rozmach.

Przeszukałem wszystkie księgarnie i kupiłem Traktaty Barucha Spinozy. Co za dziwne imię Baruch, jak na Żyda. Przeczytałem pierwsze zdanie i mnie mocno zniechęciło. Zacytuję: Proroctwo, czyli objawienie, jest to wiedza pewna, o jakiej bądź rzeczy, objawiona ludziom przez Boga. O co w tym chodzi? Wiem, że filozofia to takie farmazony, no ale pasuje coś o tym wiedzieć.

Takie zdanie można politycznie zaatakować bardzo łatwo. W studiu tv od razu bym powiedział, że proroctwa nie są o „bądź rzeczach” tylko najważniejszych sprawach, dlatego jesteśmy katolikami i bronimy naszej tradycji. Na razie postanowiłem przeczytać pierwszy rozdział, potem się zastanowię. Ciekawe czy Trzaskowski przeczytał te bite 500 stron?

Kończę i czytam tego Barucha.

*Tekst ma charakter satyryczny i nie jest zapisem prawdziwych wydarzeń

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x