30 sierpnia 2020 (cz.8)

Miałem nie pisać, ale coś siedzi we mnie, jakieś licho i podpowiada: napisz coś, napisz. Rady nie było, nie udzielałem żadnego wywiadu, nie było żadnej awantury, w mieście cicho. Tylko coś mnie niepokoi. Jakby jakaś cisza przed burzą. Jakby coś miało się stać.

Czuje się jak Makbet, nie wtedy po zabiciu króla, ale wówczas jak las zbliża się do zamku, a żona obsesyjnie myje ręce. Znam ten kawałek Szekspira, bo w klasie maturalnej polonistka mnie uwaliła na tym i ledwo dopuściła do matury. Dlatego zapamiętałem to dobrze, tego całego Makbeta, że można się czuć źle po tym, że się porysowało gwoździem lakier karoserii samochodu kolegi, albo przykleiło zużytą gumę do czarnej, skórzanej tapicerki. Kompletna faja.

Arek nie dzwoni. Iwona też jakaś inna. Do Witka podchodzę wyłącznie z wazeliną. Piecha widziałem w Krakowie, ale nie chciał ze mną gadać, bo udał, że mnie nie widzi. Krzysiek Głuc też zwiększył dystans, niby coś zagada, ale to nie to co kiedyś. Cabałowa chodzi z głową w chmurach, bo to w końcu pani inspektor PIP, emerytowana, ale zawsze na służbie prawa i prawie-sprawiedliwości. Koleżanka Jurowicz zgadza się z tym, z kim ostatnio rozmawiała, więc i ze mną się zgodziła, ale trwało to krótko, bo już na schodach spotkała radnego Czerneckiego. Ten się nigdy nie zmienia, zawsze ma pióro w … Wiadomo gdzie.

Radni opozycji mnie unikają. Kiedyś mijałem Hojnora i Zegzdę, ale tylko skinęli, tak, byle jak, jakby mieli mnie gdzieś … Arystokracja. Krzysiek Ziaja za to był jakiś nadaktywny, zagajał, ale chyba nieszczerze. Prostko jest dziwny, ale zawsze był dziwny, w końcu mecenas. Gieniec to Gieniec, trochę zakręcony, ale chce robić karierę, więc go rozumiem.

Za to Prokopowiczem poszedłbym chętnie na wódkę. Niby się kłócimy, ale to swój chłop. Kariery nie zrobi, ale namiesza. Wydaje mu się, że czuje sprawę, ale nie rozumie praw areny. Wyjaśniał mu tego nie będę, ale o Sandecji chętnie bym posłuchał, podobno Handzel robi tam jakieś czystki. Trzeba trzymać ucho zawsze w pogotowiu.

W Krakowie, w robocie, nuda. Niby bezrobocie rośnie, ale są ludzie do roboty w urzędzie. Ja się duperelami zajmował nie będę. W domu po staremu. Wszyscy zdrowi, dzieci też. Oglądam czasami seriale, próbuje coś czytać, więcej jem, mniej się ruszam. Lato się kończy, idzie jesień. Nie lubię jesieni, lubię wiosnę… Nie ma jak przy grillu zjeść karkówkę i popić piwem, posłuchać skocznej muzyki.

A właśnie, o co idzie z tym całym Spinozą? Kiedyś siedzę sobie przy grillu, ze znajomymi i kobitkami, robimy sobie czwartą flaszkę i postanowiłem błysnąć. Pojechałem odważnie z tym całym Spinozą. Opowiadam, że czytam te jego traktaty, że on nadaje w kółko o Bogu i Żydach, że jest nawiedzony, że nie rozumiem Trzaskowskiego, że się nim zachwyca.

Znajomi się zmarszczyli z zachwytu, że strzelam z takiego poziomu. Tego właśnie chciałem, niech wiedzą, że w kapuście mnie nie znaleźli. Myślałem, że to zamknięta sprawa. A tutaj, za tydzień, znowu siedzimy, smażymy, pijemy i taki znajomy, miły, ale zupełny przeciętniak, wyskakuje do mnie z tematem tego Spinozy.

Mówi, że ten cały Spinoza nie wierzy w Boga i Pana Jezusa, tylko dla niego bogiem jest natura, czyli: drzewa, trawa, góry, itd. No jaja! Myślałem, że za dużo wypił. Wyrwało mnie to z butów, bo to ja byłem ekspertem od Spinozy, a tutaj gość przy mnie śmiga z tematem. Było blisko wtopy. Ale ja daje sobie rady z Hojnorem, to z takim zawodnikiem sobie nie poradzę?

Wstałem i mówię głośno, że coś pokręcił, że to głupie przecież, że bogiem może być drzewo. Gadam, że ten Spinoza może i jest dziwny, ale bez jaj. Wmawiam mu, że źle przeczytał, że do czytania filozofii trzeba inaczej podchodzić, niż tak dosłownie to czytać, jak biblię czytają Świadkowie Jehowy. To zamknęło sprawę. Uspokoił się. Wyszedłem z opresji.

Idę spać.

2 września 2020 (cz.9)

Dziwna sprawa, zadzwonił do mnie znajomy i mówi, że na jakimś sądeckim blogu publikują teksty z mojego dziennika. Nie pytałem nawet gdzie, na jakim blogu, kto publikuje. Przecież to niemożliwe. Mam dobrze zabezpieczony komp, dałem 3 hasła i to rozbudowane. Nikt nie mógł się włamać i wyciągnąć co pisze. Przecież Zbyszek i Mariusz nie używaliby pegasusa przeciwko swoim. Chyba że tak głęboko inwigilują, że jadą też profilaktycznie po swoich? Ale chyba ja to za niski szczebel do inwigilacji. A może widzą, że się pnę i postanowili mnie sprawdzać? Tak czy siak, muszę uważać. A jak gdzieś piszą o mnie to dobrze, niech piszą, o byle kim by nie pisali.

Na dużej arenie jest monotonnie. Młócą w kółko to LGBT. Mnie ten temat już znudził, bo ileż można? Jeszcze wczoraj tego rzecznika od dzieci wypuścili i chłopak jechał z tekstem, że to ideologia. Po co odgrzewać kotleta? Jędraszewski powiedział, naczelnik powiedział, Andrzej powtórzył, temat zamknięty. Jak ładnie gadają: Roma finita. Ja także, jakichś czas temu, również się wypowiedziałem. Nie było to trudne, bo zgodziłem się z arcybiskupem i prezesem. Nie ma co się zastanawiać i improwizować, jak linia naszej partii i episkopatu jest jasna. Zbyszek trochę podkręca tę piłkę, ale on chce przebić Konfederację w tym temacie.

Wczoraj się uśmiałem mocno. Trzaskowskiemu znowu pękła rura w Warszawie i się wylało do Wisły, he, he. Niech się cieszy chłopaczyna, że nie pękła w kampanii, bo bańkę głosów straciłby jak nic, he, he. Inna sprawa, że rura nie wytrzymała nacisków z TVP Jacka, tak dociskał ten temat w kampanii, że rura pękła. Nawet jakby była z tytanu, to nie wytrzyma, he, he. Nic nie wytrzyma akcji TVP, bo tam wymiatają pod dużym ciśnieniem i ścianą ognia.

A gdyby w Sączu taką telewizornię zrobić? Handzel by nie wytrzymał presji, mógłby budować nawet 3 stadiony, 100 konferencji robić, wszystko poszłoby w pył pod ciśnieniem i ogniem napalmu z działa tv. Za 3 lata prezydentura jest na tacy do wzięcia. Tylko czy znajdzie się taka Kura w Sączu?

Ciągle myślę o tym całym Spinozie i awanturze na grillu w jego temacie. Postanowiłem sprawdzić sprawę. Wpisałem nazwisko w Wikipedii i wyskoczyło. Rzeczywiście coś jest na rzeczy, bo piszą i tłumaczą: Bóg jest jedyną substancją, to wobec tego wszystko, co istnieje, jest Bogiem w dosłownym znaczeniu. Czyli wychodzi na to, że ten mój znajomy miał raczej rację. Drzewo jest bogiem! A ja mówiłem, że to głupie.

Najlepiej nie wracać do tej sprawy, bo ta cała filozofia jest śliska i można się wyłożyć. Ale to mnie ostatecznie odrzuciło od tego całego Spinozy. Trzeba mieć coś nie tak w łepetynie, aby takie rzeczy wypisywać. Jeżeli tak jest z tym drzewem, to czym są: komary, szczury i barszcz Sosnowskiego? Teraz rozumiem, dlaczego w TVP wyśmiali Trzaskowskiego. Jacek ma jednak duży refleks. Ale to chłopak z Gdańska, a ja tylko z Dąbrówki.

No nic, zawijam się do spania. Posłucham jeszcze relaksacyjnej muzyki. No i co z tego, że lubię disco polo? Niech sobie lewaki słuchają te swoje jazzy i mozarty.

Więcej części dziennika Kądziołki:

część 1

część 2 i 3

część 4 i 5 

część 6 i 7

Zapiski z dziennika radnego Kądziołki – 11 i 14.08. 2020

*Tekst ma charakter satyryczny i nie jest zapisem prawdziwych wydarzeń

ZDJĘCIE: Sesja Rady Miasta

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x